• Wpisów:3841
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 09:53
  • Licznik odwiedzin:8 460 404 / 2453 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Trzy razy dodawałam notkę z tematyki sztangi i siłowni; trzy razy dodała się w kosmos, oczywiście nie pozostawiając po sobie jakiegokolwiek śladu... moja wina, moja wina... trzeba było się zabezpieczać, kopiować; a tak - od nowa klepanie, stukanie, przelewanie co w głowie siedzi. Zaczyna mnie ten pinger rozgrzewać jak rum z herbatą, przy czym rum grzeje przyjemnie, a pinger... eh, szkoda gadać...



Dzień Dobry!

ps. mało mnie, bo zostało 6 dni do startu misji "Azja, że hej!" Ciekawi?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Z długiego weekendu, ukraińskich plenerów, jesienno-błotnego offroadu... inny świat, inni ludzie, inne powietrze, inne życie. Zawsze gdy wracam z takich rejonów jeszcze bardziej doceniam to co mam, a przez kilka kolejnych dni ten nasz pęd za wszystkim co materialne, błyszczące, modne, nowe, ładne, etc etc... wydaje mi się totalnie abstrakcyjny i pospolicie.. co tu będe wam ściemniać - głupi. Tyle, że wrażenie to pod wpływem rzeczywistości ulatnia się, a mnie porywa pęd i cały ten zgiełk. Aż do kolejnego "resetu". Podróże otwierają oczy... nie tylko na to co piękne i zachwycające...

Proszę Państwa oto Ukraina!











Więcej zdjęć znajdziecie tutaj ->

www.facebook.com/WTerenWzieci
  • awatar WakawakaTakes: wow przepiękne zdjęcia!!
  • awatar Kamila. ♥: piękne zdjęcia! :)
  • awatar aqq0: Ja z wycieczki, normalnej autokarem :D, na Ukrainę pamiętam głównie strasznie drogi :D Od tamtej pory nie marudzę na polskie drogi, bo porównując je do ukraińskich - są idealne :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
..."ołówkiem mieszasz kawę, bo do kuchni jest pod górę..."


 

 


Czyli idealne ciasto, na idealnie leniwą niedzielę, w idealnej pogodowej aurze, do idealnej popołudniowej kawy. Filozofii większej nie ma. Bierzemy swój ulubiony przepis na ucierane ciasto z owocami; zamieniamy cukier na cukier brązowy w ilości o połowę mniejszej niż ta zalecana w przepisie, a mąke na mąke pełnoziarnistą. U mnie żytnia z Lidla - mielona bardzo drobno, idealna do wypieków.

Nie mamy swojego przepisu na ciasto ucierane z owocami? Zostawiam więc wam gotowca z mojewypieki.com :

Składniki:

150 g masła
szczypta soli
120 g ciemnego brązowego cukru*
4 jajka
4 łyżki mleka (60 ml)
250 g mąki pszennej razowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Ponadto:

dowolne owoce, jeśli mrożone to wcześniej rozmrożone na bibułce (u mnie 350 g wiśni i 1 nektarynka)
płatki migdałów do posypania - opcjonalnie
cukier puder do oprószenia
_______________________________________________________

Od A do Zet przepis dostępny tu -> http://www.mojewypieki.com/post/pelnoziarniste-ciasto-z-owocami
_______________________________________________________

Za bardzo wytrawne? Cukier puder w dłoń i sypiemy po dopiero co wyjętej z pieca pełnoziarnistej pyszności.
Smacznego... no i niekończącej się niedzieli dla was!





Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
... wyłączona przez Panów fach-manów woda z rana "no bo awaria", zostawiona w pracy kosmetyczka i już robi się ciekawie. Bo ani kawy się nie napijesz (tym bardziej jak do mycia zębów zużywasz resztkę mineralnej), ani włosów nie umyjesz, ani oka nie umalujesz... nie, żeby to były jakieś życiowe priorytety, ale jak masz wyjść zaraz do pracy to przyjemniej robi się to z tym całym wygodnictwem w zapleczu. Chociaż z drugiej strony jak pomyślę, że za 21 dni pożegnam się na cały miesiąc z wszelkimi dogodnościami na rzecz przygody przekraczającej na ten moment moją wyobraźnię... to ja już chcę! Już mnie z butów wyrywa, już wchodzę w ten przedwyjazdowy stan; pomieszanie euforii z przerażeniem i czystym niedowierzaniem. Już tak mam. Najpierw o czymś marzę. Długo, intensywnie, ściągam energię z kosmosu, lepię w głowie ciąg wydarzeń, nadaje temu kształt. No i tak to sobie trwa i trwa i wydaje się bardzo nierealne i tak odległe jak kratery na księżycu, aż nagle... dosłownie w kilka minut się dzieje. I wprawia się człowiek w osłupienie, że jak to tak? Ot tak, po prostu? I to tak za każdym razem. Tak już mam... Harukami pisze, że "należy marzyć bez ustanku, kroczyć do świata marzeń i nigdy go nie opuszczać, żyć marzeniami już do końca" i ma absolutną rację. I nieważne jakiej są wagi - koguciej czy ciężkiej. Każde ma sens. I chociaż brzmi Ci to jak frazes, wyświechtany sztampowy tekst to i tak Ci to napiszę - od chcę do mogę jest bliżej niż Ci się wydaje...

Dzień Dobry! Jadę zaraz kupić sobie najbrzydszy na świecie i najbardziej pojemny plecak który będzie częścią mnie przez miesiąc na obcej, dalekiej i egzotycznej ziemi. Zostaję backpackersem... taka sytuacja!




Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Listopadową porą... powspominajmy gorące, lipcowe momenty z trzytygodniowej wyprawy po Bałkanach. Oczywiście offroadowej, bo świat poza asfaltem robi się taki ogromny... Zabieram was w moje wspomnienia łowcy niewygód...
_________________________________________________________



Tranzyt w teorii nie należy do najprzyjemniejszych momentów wycieczki. Trzeba to po prostu odbębnić, pokonać te setki kilometrów drogami szybkiego ruchu, zrobić to w miarę szybko,sprawnie i bezboleśnie. Jeśli podróżujesz samochodem dla którego prędkość bliska setki jest już dużym wyzwaniem - robi się "ciekawie". Masz dwa wyjścia, w sumie to więcej, ale ograniczmy się z nimi. Albo przesypiasz całą tą imprezę, albo masz na pokładzie taką ekipę, że szkoda Ci każdej minuty - więc nie śpisz, prowadzisz i nawet nie wiesz kiedy docierasz na miejsce...



A na miejscu - zachwyt w każdej minucie, dziecięca radość, zastrzyk energii, nie da się tego opisać słowami... nawet najbardziej wymyślnymi. Są rzeczy które trzeba przeżyć, są momenty których trzeba być uczestnikiem, są wydarzenia w których trzeba być trybikiem...



Nie dla mnie wypoczynek z folderu, plażowe parasole i te w drinkach z rumem. Jasne - fajnie jest wyciągnąć kopytka na leżaku, poczuć gorący piasek między palcami i dać się sponiewierać morskim falom. Tego też nie brakowało podczas tych trzech tygodni; ale rożnica jest taka, że po jednym dniu "w raju" brakowało nam, naszego raju. Bez ludzi, w miejscach z pozoru niedostępnych, dzikich, odległych od jakiejkolwiek cywilizacji.



Najprzyjemniejsze momenty? Jeśli mam ograniczyć się do kilku to...nocleg na dzikiej plaży w Chorwacji, ogromne ognisko gdzieś w górach w Bośni, ciężka przeprawa przez wyjątkowo trudną ścieżkę w Czarnogórze ze sterami w moich rękach, promowa podróż w Albanii, bajkowa droga do Lukomiru, porażające widoki masywu Plocno i kanionu Rakitnicy...



No i te million stars hotel; nic, ale to nic nie przebije noclegów w takich miejscach gdzie dosłownie miękną kolana i czujesz, że tak naprawde jesteś taki tyci tyci malutki... a dodatkowymi atrakcjami są odgłosy lasu, tropy niedźwiedzia czy nagła niespodziewana wizyta lokalersa który wyłania się z lasu o 7 nad ranem w totalnej głuszy i przynosi Ci np. poziomki...











To taki zarys tego jak wygląda przygoda w offroadzie. Musiałabym popełnić solidny i tłusty wpis żeby poczuć, że przekazałam wam chociaż część tego czym mogłabym się podzielić, ale czy ktoś to przeczyta? Jeśli jednak kogoś interesuje szczegółowy przebieg tej konkretnej bałkańskiej przygody czyli co, jak, gdzie - chętnie opowiem coś więcej, coś konkretniej. Zostawiam wam też krótki klip który tak w 1% oddaje fun takiej imprezy, tzn. tej konkretnej...

  • awatar 19joanna86: To super ze zwracacie na to uwage ale podejrzewam ze jakis uszczerbek jest zawsze. Las to zawsze las. Widziałam kiedyś taką przeoraną ziemie kładami a co dopiero tqkimi kobyłami. I troche cierpnie skóra na myśl o strachu tych żyjątek na dzwiek samochodów. W tym programie jednak bardzo potepiali tego typu hobby ze wzgledu na szkody. I ja chyba tez sie ku temu składniam. Niech to co autem nie tkniete takie pozostanie bo takiej dzikiej przyrody juz coraz mniej i nie wszedzie czlowiek musi wejść. Wierze ze o tym pamiętacie i zaden jezyk czy inna wiewiora pod kołami nie wyląduje ;-) szerokości jak mawiaja mobilki ;-)
  • awatar NieAnonimowa: @ModaMix: 111 garnier naturals ;) dziekuje,.
  • awatar ModaMix: Hej.jakim kolorem malujesz wloski?bardzo ładny
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (24) ›
 

 
Jeśli podobnie jak ja - coś tam sobie kombinujesz, znaczy się trenujesz na siłowni/zajęciach fit/zumbie/crossficie i całej reszcie - i lubisz od czasu do czasu, dla motywacji, lepszego samopoczucia we własnej skórze czy dla samej zasady zakupu nowego ciucha; zrobić właśnie TO - kupić kolejną parę legginsów czy kolejne "coś"; mam dla Ciebie (o ile jeszcze nie wiesz) njusa, że Lidl ma dla nas takowe cosie.

Mój typ - legginsy 7/8 i sportowy biustonosz. Godne uwagi. Ze względu na cenę (szał), wykonanie, materiał i jakość. Na legginsy polowałam jak chytra baba; nie ukrywam. I gdy połowa Polski czatowała i deptała po sobie w H&M, ja zafundowałam sobie wizytę w Lidlu i ze smuteczkiem odkryłam, że w godzinach popołudniowych cała kolekcja była dostępna, ba... wyglądała na niezmacaną, nierozpakowaną i nieporozrzucaną po całym sklepie. Zero dreszczyku emocji i euforii z upolowania ostatniej pary w swoim rozmiarze. Czyżby emerytki wyczuły większy fun na grabieży w HM?







Donoszę, że legginsy zdały egzamin i dzisiejsze przysiadu, wygibasy i martwe ciągi które dobiły do 60 kg. Bardzo wygodne, rozmiarowo dopasowane (w końcu zrozumieli, że XS i S to małe rozmiary), wizualnie cieszące oko.






No i jeśli zastanawiasz się czy to w ogóle się nadaje na dłuższe używanie - powiem Ci, że ciuchy sportowe z Lidla są moimi ulubionymi z całego asortymentu jakim dysponuje...

  • awatar Mythe: ja dzisiaj zapolowałam i też od razu zrobiłam im próbę na sali ;)
  • awatar Andzia86: ja bardzo lubę te dedykowane kolekcje z Lidla sportowe mam i jestem mega zadowolona ale na łeb je biją ciuszki na narty! Tanie w porównaniu z innymi narciarskimi a jakość genialna !!
  • awatar Purple Dream: Może i ja się załapię na promocję w Lidlu :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Pamiętacie gdy plotakarski światek zelektryzowała informacja o rozwodzie Aniston-Pitt? Pamiętacie szał w USA, dwa dzikie obozy i manifestacyjne koszulki "Team Jolie" vs "Team Aniston"? Dzisiejszą modną część blogosfery można śmiało podzielić na "Team Balmain" vs "Team Bzdura". Świetne zjawisko - jedni zaślepieni logiem/metką/chwałą płynącą z posiadania czegoś co za miesiąc nie wzbudzi już żadnych emocji, podczas gdy drudzy zaglądają im w portfel i pukają się w czoło; a wszystko oczywiście w agresywnym wydźwięku, co jest dla mnie najbardziej w tym wszystkim przykre... chciałoby się i jednym i drugim powiedzieć - zjedz Snickersa, bo zaczynasz gwiazdorzyć. Albo chińszczyznę z makaronem ryżowym...



...z niestety z sosem ze słoika, bo na własne kulinarne cudotwórstwo czasu zabrakło. Więc nie jest ani fit, ani bio, ani eko - czyli nie wpisuję się w aktualny trend, ale jakoś to przeboleje, a wy mi wybaczycie. W ramach przekupstwa wklejam Dida w akcji pt. "zrób sobie selfie z kotem". Jest mały aktor z tej mojej mendy...



No i jesienią jest niezastąpiony - nie wiem jak człowieki bez-didkowe radzą sobie w listopadzie; zbiorze poniedziałków z całego roku (wpadło mi dziś to stwierdzenie w oko na fb i bardzo spodobało). Wiadomo - jest gorąca czekolada, wódka, grube skarpety, świeczki YC, słoiki xxl pełne Nutelli, drugie połówki płci obojga i inne rozgrzewacze; ale tak bez kota? Bez kota jesień jakaś taka nie pełnowartościowa mi się wydaje, zbyt mało mrucząca... no, ale jeśli na samą myśl o małym, futrzastym, neurotycznym dominatorze na czterych łapach w zestawie z kuwetą; dostajesz wysypki... hmm... to jedyne co może Ci jeszcze pomóc w starciu z mglistą rzeczywistością jest wanna pełna piany pachnącej Cieniem...





Konkretyzując; to pachnąca jednym z wariantów LIDLowskich płynów CIEN. Istne perełki. Po wielu przelotnych romansach z cudami do kąpieli które obiecywały wszystko, a dawały jedynie wysoki rachunek w kasie w Rossmannie - byłam wierna soli do kąpieli z Biedronki. Przyszedł czas zdrady i robienia zapasów CIENia; szczególnie wersji jaśminowej która dla mnie z jaśminem ma niewiele wspólnego, ale pachnie tak, ale tak... ale tak, że mrau - pozostając w kociej tematyce...



Cenowo - około 7 zł. Szukajcie wszędzie po kątach w Lidlu; u mnie raz widzę je w dziale z kosmetykami, a raz obok mrożonek. Taka sytuacja...



No ale my tu gadu, gadu... a zmierzch i mgły opanowują już na dobre to co za oknem czyli piąta na zegarze wybije lada moment, a jak piąta w czwartek to... to? To trening!!! Żadne czekolady, żadne wieczoro-umilacze nie robią tak dobrze jak porządne potrząśnięcie tym i owym za pomocą żelastwa...



  • awatar Palonakawa: juz podaje :) jest on z bloga ale nie pamietam ktorego .przepis wyprobowany :) smak .hmm jak ten unclea beans :) Polecam 4 kg pomidorów 1,5 kg cebuli puszka ananasa słoik pędów bambusa ( np: Rolnik) 3 duże papryki czerwone 2 większe marchewki 5 ząbków czosnku 1,5 szklanki cukru 1/3 szklanki octu 3 łyżeczki słodkiej papryki 1 łyżeczka papryki ostrej 2 łyżeczki curry 1 łyżeczka zmielonego białego pieprzu 2 łyżeczki musztardy delikatesowej 3 łyżki soli 1 łyżka mąki kukurydzianej ( nie koniecznie, może być sama ziemniaczana ) 2 łyżki mąki ziemniaczanej pomidory trzeba sparzyc i obrac ,potem pokroic w kostke,cebule tez pokroic w kostke taka wieksza i razem z pomidorami wrzucic do gara i dusic z 2 h co i raz zamieszac,marchewke pokroic w slupki papryke w kostke te taka wieksza ,pedy odsaczyc na sitku i ananasa pokroic w kostkke ,sos z anasa wlac do garnka z pomidorami ,potem dolac ocet cukier, sól, pieprz biały mielony, paprykę słodką i ostr
  • awatar NieAnonimowa: @Palonakawa: daj przepis!!!!
  • awatar everydayblog: same zmiany u Pani :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (24) ›
 

 
Poniedziałki jakie są - każdy wie. Nie każdy natomiast wie jakie są poniedziałki po weekendzie wspomaganym antybiotykiem, pseudoefedryną, chińskim żarciem i okładem z kota. Chociaż; w aktualnym sezonie chusteczkowo-aptecznym jestem w stanie uwierzyć, że jest nas więcej, jest nas dużo, w kupie siła i takie tam inne motywacjne bełkoty. Właśnie uświadomiłam sobie jak bardzo brakowało mi możliwości puszczenia w świat takich nic nie wnoszących zdań które oczyszczają mi głowe, poprawiają nastawienie przez samo to, że mogę podzielić się z kimś tym co takie ludzkie i codzienne. Nawet gdyby była to jedna osoba która to przeczyta,a z tego co widzę; sporo was zostało co niesamowicie ładuje mnie energią. Spodziewałam się publicznego zjawiska pospolicie zwanego - olewamy Cię koleżanko i nic tu po Tobie; a tu proszę - spore zaskoczenie i wizja, że jednak warto, że jednak nie trafiam w internetowe otchłanie pustki...

Tak poza tym to w Rossmannie szał ciał, a raczej szał dla ust; czyli -49% na mazidła do nich. Wiem, że wiecie, ale nie napisać tego byłoby wielkim "fopa" więc czynię to i na tym poprzestanę, nie zbliżam się na odległość kilometra do Rossmanna, przy czym nie wiem jak pojadę na trening. Siłownię mam z 200 m od siedliska całego kosmetycznego zła...



Tyle, że nowy absolutnie piękny błyszczyk nude dobrze poprawia humor; popsuty przez strajkujące zatoki - to nic, że użyję go ze dwa razy, a później strące na dno torebki niczym na dno Hadesu. W sumie podobne działanie mają cztery serie martwego ciągu... hej... a jakby to połączyć?



Dzień Dobry!


  • awatar Ruda1990: A ja na choróbsko polecam kwas askorbinowy. :) Nawet nie chcę myśleć co teraz może się dziać w Rossmanie. Fala tsunami ;)
  • awatar Jack Daniel's Daughter: na chorobsko polecam korzen imbira, marchewke i jablko, do sokowirówki i pic 2-3 razy dziennie :)
  • awatar blog.carolicious: zdrówka! Jakby w Ross była promocja na leki, to byś kupiła więcej pseudoefedrynki i tych takich .. a jak dają szminki, to trzeba kupować szminki :D !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (24) ›
 

 
Pamiętacie jeszcze blogowe pospolite ruszenie zwane "bumem na Chodakowską"? Pamiętacie te pierwsze treningi gdy poderwane z kanapy dzielnie podążałyśmy za nią - taką prężną i jędrną na ekranie telewizora; pot lał się nam z czoła i nie tylko, a mięśnie budziły się do życia? Aktualnie nikogo nie dziwi życie w rytm kultu "be fit" ale wtedy to na prawdę było COŚ. Te odbębnione 30 minutowe treningi wydawały się tak trudne, tak mordercze i tak wyczerpujące, że gdy wracam myślami do tego czasu - mam z siebie serdeczny ubaw. No coż; wszak z nabieraniem doświadczenia, nabieramy również wiedzy i rozumu, czyż nie? Dziś już wiem jak powinnam zacząć swoją przygodę z aktywnością, ale z drugiej strony - nie mogę żałować, że podjęłam ją w taki czy inny sposób, bo sam fakt powstania z fotela/kanapy/podłogi czegokolwiek gdzie spędzałam większość; no dobra - cały swój wolny czas - zasługuje na pochwałę. Druga pochwała należy się za to, że ta aktywność już ze mną została. Ewoluowała dość mocno, zahaczała o wszystkie aktualnie modne trendy; tylko po to aby po przerobieniu masy możliwości powrócić do korzeni i w końcu dać namacalne efekty...




Zabrzmi to małostkowo, ale konia z rzędem tej z was która choć raz; natykając się gdzieś na fit-inspiracje które dosłownie zalewają internet - nie pomyślała; hmm, jakby to było mieć sześciopak? Czy coś w ten deseń. Tak; chciałam zobaczyć u siebie to bożyszcze wszystkich fit-maniaków, licznik wykonanych brzuszków, ten kwiat paproci; no wiecie - wszyscy o nim słyszeli, nikt nie widział. Tyle, że z każdym kolejnym przeczytanym mądrym artykułem; mentalnie oddalałam się od tego, no bo przecież sześciopak robi się w kuchni nie na siłowni, trzeba się maksymalnie odtłuścić, u kobiet naturalnie nie występuje, bez sztucznego wspomagania się nie obejdzie, więc najlepiej będzie jak go sobie narysuje w photoshopie, ewentualnie użyję sprytnego urządzenia do wyczarowania go w kilka sekund, zobaczę, zapomnę i po problemie...



Aż tu dnia pewnego podczas treningu kompletnie nie nastawionego na uzyskanie kaloryfera; ujrzałam GO jak wyłania się nieśmiało i bardzo niepewnie; jakby do końca nie wiedział czy na niego zasługuję. No i się szybko okazało; bo w przeciągu dwóch miesięcy - że można go zobaczyć, można go mieć... ba, można go mieć nie tylko na chwilę. Ale do tego potrzebne jest przełamanie wszelkich stereotypów dotyczących treningu, złamanie kilku zasad, parę małych wyrzeczeń i... gotowe. No dobra, nie jest tak łatwo i nie od razu Rzym zbudowano, ale jeśli jak ja; po prostu lubisz trenować, daje Ci to kopa, efekty treningu traktujesz jako "skutek uboczny", nie nastawiasz się na cel, ale na drodze ku niemu - uwierz, że efekty mogą być lepsze, a co za tym idzie - motywacja większa...

To tak słowem wstępu do notek które chce wam systematycznie podrzucać. Siłownia okiem średniozaawansowanego amatora sztangi i przeciwnika bieżni, zainteresowane?

  • awatar beautybypatrycja: to ja poproszę tego konia z rzędem :)
  • awatar 147896325: w końcu się doczekałam - Ty w prostych włosach (pamiętam jak dawno dawno temu pisałam Ci, że widzę Cię w prostych włosach) miałam rację, świetnie wyglądasz!
  • awatar Avanga: Ja jestem bardzo zainteresowana, czekam na kolejne wpisy, siłownia 5 kroków ode mnie wzywa mnie wykupionym karnetem a tyłek z kanapy ciężko podnieść.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (65) ›
 

 
Za każdym razem kiedy chcę powrócić tu, na stare śmieci - odzywa się we mnie głosik powątpiewania... Przecież nie jest tu tak jak było kiedyś, chociaż z drugiej strony liczy się to co tu i teraz, a nie kontury przeszłości. Frazes o mijającym i zmieniającym nas i wszystko w około czasie pozostawię dla siebie. Wiecie jak jest. Na próżno strzępić klawiaturę... Ale jednak pomimo świadomości jak jest - sentyment bierze górę i przyciąga mnie tu niczym koń pociągowy swój urobek. No to co? Para - buch! Koła - w ruch!

Dzień Dobry...



  • awatar Avanga: Też mnie tu ciągnie, długo nie zaglądałam, ale pamiętam czasy jak na bieżąco byłam ze wszystkimi nowinkami i trendami, tyle ciekawych rzeczy co się na pingerze nauczyłam. Wracaj, wracaj, bo Ciebie tu zawsze za mało.
  • awatar marzycielka ____: mło Cie widziec;)
  • awatar cariossa: Pewnie że pisać!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (57) ›
 

 
Naogladaj sie internetow, instagrama, kolorowych wlosow, rozowych pudrow ColorBug po 70 zl... przypomnij sobie, ze na dnie kufra z kosmetykami masz wscieklo- rozowy roz Essence, a z farbowania zostal Ci pedzelek do wlosow...



Ale wroc pozniej szybciorem do blond rzeczywistosci...



...odhaczajac z listy rzeczy malo powaznych do zrobienia pozycje "miec rozowe wlosy"...



Bry wszystkim!
  • awatar Carolina Dominguez: sweet fotki
  • awatar Indian Girl: Pasują Ci! :D
  • awatar ` W pogoni za ideałem.: ZAPRASZAM DO SZCZERYCH KOMENTARZY I OBSERWACJI! http://w-pogoni-za-idealem.blogspot.com/ http://w-pogoni-za-idealem.blogspot.com/ http://w-pogoni-za-idealem.blogspot.com/ http://w-pogoni-za-idealem.blogspot.com/ http://w-pogoni-za-idealem.blogspot.com/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 

"Przepraszam tu był taki sklep, że się wchodziło i teraz chodzę i go nie ma..."

Ktoś ma jakiś pomysł gdzie poszedł owy sklep?

  • awatar hairlovelo: Kiedy zaczelam swoja prace pewna pani weszla na dzien dobry spytala czy poprzedniczki juz nie bedzie, a jak uslyszala ze nie to zrobila krzywa mine i podumowala tylko "szkoda". ;d no coz, niezbadane sa oczekiwania ludzi
  • awatar ✈WQRWIAJĄCA & WULGARNA♡: mi to się marzy wejść Ci do sklepu i zapodać jeden z tych tragicznych tekstów zobaczyć Twoją minę i się zaśmiać :D :D :D ale niedoczekanie za daleko mieszkam
  • awatar sweettajemnica: ahaha uwielbiam te Twoje sklepowe historie! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Znacie to uczucie gdy czas pozostały do ważnego wydarzenia wlecze się i ciągnie jak krówki ciągutki; aż nagle nie wiadomo nawet kiedy kurczy się i nim się człowiek obejrzy do zapięcia wszystkiego na ostatnią haftkę zostaje go tak niewiele, że planowane z góry bezstresowe przygotowania przybierają jednak inny obrót. Mam tak teraz - z pół roku "do wyjazdu" zostało 10 dni. I jak to w życiu bywa na te 10 dni "przed" do głowy wpadają co raz to nowe pomysły, opcje, rozwiązania. Pomimo, że wyprawowym laikiem nie jestem od dawna - nadal mam przeświadczenie, że jeśli nie zabiorę tego i tego, tamtego również to z pewnością nie przeżyję tych 3 tygodni w górach, lasach, na plażach, etc. Teren oczywiście weryfikuje, bo kończy się to tak, że połowy szpejów nie wyciągam, ale komfort w głowie jest. Z tego też właśnie powodu - wszelkie ciuchowe (chociaż wczorajsza paczka z SheInside temu przeczy), kosmetyczne, babsko-gadżetowe zakupy odchodzą na drugi plan. Chociaż... wczoraj drapnęłam w Biedrze suszarkę składaną, do włosów. Ale nie z racji, że jest jakaś wyjątkowa, czy robi cuda - po prostu jest mała, podróżna, więc w teren idealna. No dobra... była śliczno-turkusowa. Ok, dość o tym - miało być o tym co nowe, a babskie...



Znana wszystkim szczoteczka do twarzy z Biedronki; u mnie na wyprzedaży końcówek kolekcji - była dość spora ilość tych urządzeń. W głowie kołacze się myśl, żeby kupić jeszcze jedną sztukę, tak awaryjnie, na zapas - bo patent jest bardzo wygodny, efekty daje szybkie i dobre, a na "oryginał" renomowanych firm.. szkoda mi po prostu pieniędzy; bo może być tak, że zaraz wpadnie coś nowego, rewolucyjnego, co będę chciała przetestować. Do szczoteczki żel Dermedic - Normativ. Normą u mnie jest, że wraz z nadejściem upałów, czasem pocenia się - moja twarz woła o coś mocniejszego do mycia tak 2 razy w tygodniu w zastępstwie ulubionego żelu micelarnego znowu z Biedronki...



Testowanie Merz Special. Idealnie w pore! Po 3-miesięcznej przerwie od suplementów już zaczynałam się rozglądać za koleżankami tabletkami, a tu wpadł Merz Special. Czy da efekty lepsze niż moja święta trójca na wszelkie zło? (Silica+ChellaFer+Bodymax); będę raportować...



Rozświetlacz KOBO... czad! Wpadł do koszyka w Naturze zupełnie przypadkiem. Chciałam zafundować sobie jego kolegę bronzera, ale jak tak zaczęłam się nim smarować, sprawdzać kolor... tak mi ochota odeszła, a na pocieszenie wzięłam do domu świetlika. Nie ma drobinek! Nie osypuje się! Po kilku godzinach nie mam go na całej twarzy... nie ma teatralnego, perłowego efektu, nie kosztuje kilkudziesięciu złotych. Opakowanie do przeżycia; przy czym ktoś mi tu pisał, że zapycha. Hm... oby u mnie nie zrobił takiej niespodzianki...



No i na zakończenie coś dla fit-diet-terrorystów; to tak przekornie, nie bierzcie tego do siebie. Syrop daktylowy ze sklepu beeco.pl; z dodatkami w postaci orzechów macadamia i płatków jalanych - ta dwójka to typowy zapychacz do zamówienia, głównie chodziło mi o syrop. Po co te daktyle? W zastępstwie cukru. Temat dość obfity więc dzisiaj go tylko tak liznę z wierzchu - a w osobnej notce wystukam wam więcej. Sklep polecam; to nie reklama - wyszukani w google, dostawa do paczkomatu ekspresowa, wszystko zapakowane solidnie, ceny przystępne. A jeśli ktoś ma czas i chęci - syrop daktylowy można zrobić samemu; trzeba tylko kupić sobie oczywiście daktyle...

To tak wszystko na szybkiego i w pigułce; pisze to do was, przy okazji zerkam co się dzieje na FB, próbuje kupić koc piknikowy i osłonki przeciwsłoneczne... no i jak nie przestane pisać to się zaraz okaże, że kupiłam ich 40 szt. zamiast czterech...



____________________________________________________

Gdyby ktoś chciał być na bieżąco odnośnie moich wyjazdów - zapraszam do lajkowania:

https://www.facebook.com/WTerenWzieci

Podczas podróży będę prowadzić tam foto-pamiętnik wraz z wpisami na gorąco...

  • awatar Jack Daniel's Daughter: Akurat Merz Special to nie specjal :/ to tylko cukierki bez zadnych skladników. Nic to nie daje.
  • awatar perasperaadastra81: muszę zakupić ten Merz :) a szczotke z biedry mam i lubię.
  • awatar Tłuściochowa: @AgnieszkaW: kosmetyczki twierdza, ze nie. Ja Clarisonica uzywalam z powodzeniem codziennie przez półtora roku
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Ja na dziś; nie inaczej...



Spódnica - http://www.shein.com/Grey-Slim-Bodycon-Skirt-p-183488-cat-1732.html
T-shirt - NoName
Trampy - Converse

Wszyscy gotowi, można zaczynać czwartek? Po drugiej kawie z pewnością można...

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
... to Ja!

Przecież miałam wam jeszcze pokazać kolejny klip produkcji mej domowej. Za brak stabilizacji przepraszam, wynagradzam widokami. Muszę się jeszcze pouczyć obycia z filmowaniem i montowaniem takich wspomnień. Powroty, po czasie do tego typu klipów - bezcenne!

Zatem zapraszam na krótką relacje ze Spiszu poza szlakiem polecam oglądać w jakości HD 1080!
 

 
... no nie da się ukryć, że wywiało...



I tak już będzie - jeśli chodzi o letni sezon. To nie jest dobry czas na blogowanie; was mało, bo też śmigacie gdzie się tylko da, a jak się nie da to tym bardziej na przekór wszystkim i wszystkiemu. Mogłabym was zanudzać moimi uzupełnianiami braków; tyle, że nie są one aktualnie kosmetyczne; chociaż kupiłam przed weekendem rozświetlacz Kobo i wciąż nie mogę się zdecydować czy go lubie czy nie, ale jak już ustale poziom swoich odzuć; dam znać. Testuję też Merz Special, więc tematyka włosowo/paznokciowo/skórzana w oparciu o suplementację także się pojawi. Sama jestem bardzo ciekawa czy MS przebije mój żelazny niezawodny zestaw na ratunek włosom - Silica + BodyMax + ChelaFer Forte. Po tej zmasowanej kuracji moje kudełki przybrały dobrych kilka centymetrów, zaskakując moją fryzjerkę jak i samą mnie; bo okazało się, że jednak te apteczne draże dają rezultaty...

Wspominkowo-weekendowo... był grany Spisz. Czyli okolice Tatr, Niedzicy, Pienin. Z przedłużeniem na Słowację, bo tak jakoś nas pociągnęło w tamtym kierunku. I bardzo dobrze, że się tak podziało - bo nocleg jaki udało się nam znaleźć; przebijał wszystkie hotele w jakich dane mi było wypoczywać. Centralny widok na tatry, hale, błękitne, a w nocy rozgwieżdżone niebo - brak skali w gwiazdkach żeby to ocenić! Million stars hotel dosłownie... za to kocham offroad - nigdy tak do końca nie wiesz gdzie dane Ci będzie spędzić noc; a zazwyczaj miejscówki są po prostu obłędne...



Zgodnie z tradycją zostawiam wam kilka swoich foto-czynów z wyjazdu...











Czyż tam nie jest pięknie? A będzie piękniej... za 11 dni. Jeszcze tylko 11 dni... i ... podróż życia!

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (24) ›
 

 
Pstryka zdjęcia, kręci kierownicą i nie tylko... bo klip też nakręciła i teraz chce się nim z wami podzielić... zdążyłam być w Rumunii, zdążyłam zmontować klip z wyprawy, nie zdążyłam na biwakową akcje tematyczną w Biedrze...



Widoczki, owieczki, inne zwierzaczki i cały offroadowy klimat ujęty w prawie 7 minutach... zapraszam!


____________________________________________________

A jak już tak zapraszam; to z wielką radością przywitam was w jak na ten moment skromnych progach projektu wTerenWzięci na FB... dopiero zaczynamy, rozkręcamy się, każdy "lajk" na wage złota! Najbliższa wyprawa do Albanii która startuje już za 16 dni, będzie relacjonowana przeze mnie na bieżąco właśnie tam; więc jeśli ktoś jest żądny pięknych zdjęć i opisów... no nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić do lajkowania WTW!

https://www.facebook.com/pages/WTerenWzi%C4%99ci/397780843757819?ref=hl


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (30) ›
 

 
...to jestem... tyle, ,że zaraz wracam... skąd? Z Rumunii, offroadu, bajkowych widoków, ciężkich podjazdów, zjazdów, wyboistych przepraw. Piach w zębach, 37 stopni na termometrze, spalone ramiona, zapach ogniska we włosach, widoki za miliony dolców, obezwładniająca przestrzeń, piękno gór... zostaje! Nie... nie zostaje... zaraz wracam; niestety...

Mala fotograficzna zachęta dla was...

















Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 




Poranna wiedza z fejsa - niezawodna! No i ta świadomość, że pożytkowanie krzeseł i pozostałych temu podobnych przedmiotów do przechowywania garderoby jest na tyle powszednie, że zyskało już swoje słownikowe określenie... bezcenne!

Ale jak to będzie po naszemu? Hm...?

Krzesłodrobianka?

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
...przecież jutro piątek w środę; czy jest ktoś, kogo to nie motywuje? Okoliczność mocno sprzyjająca wszystkim i wszystkiemu, że tak się wyrażę. Wpadać z weekendu w weekend... pełna rozpusta! Dopiero co jeden się skończył...



A gdy skończą się trzy kolejne; które stoją w czerwcowej kolejce, nadejdzie ten na który czekam, którego wypatruje, przebieram nogami, odliczam dni, przekładam mijające minuty z prawej na lewą stronę... przecież wiecie jak to jest. Gdy się czeka na niewidzialnego sędziego który w tym najbardziej odpowiednim momencie wystrzeli i krzyknie "to teraz!". Moje "teraz" będzie miało miejsce 27-ego czerwca - czas startu bliżej
nieokreślony, natomiast cel wiadomy i upragniony...



Offroad, 3 tygodnie, Bałkany, góry, dzicz, widoki za miliony dolarów, najlepsza ekipa... do tego pewnie obezwładniający upał, brak cywilizacji, tryliony komarów i innego bzyczącego badziewia, kurz, pył... ale powiedzmy sobie szczerze; kogo to będzie obchodzić gdy widoki będą takie...










Czyli za niecały miesiąc zamieniam się w kolejną blondynkę w podróży; no do Wojciechowskiej czy Pawlikowskiej mi bardzo cholernie daleko; ale nie da się ukryć - będzie to najdłuższa i najbardziej konkretna wyprawa w moim podróżniczym portfolio. I niech kogoś nie zmyli widok plaży na załączonych obrazkach poglądowych; które to mogą od razu kojarzyć się z kurortami, leżakami i hotelami. O nie, nie.. jedziemy w dzicz! Im dalej w przysłowiowy las tym lepiej!



Jeśli kogoś interesuje tego typu tematyka; chętnie przybliże wam jak wygląda taka wyprawa; od przygotowań, przez życie w samochodzie (nasz wyprawowy brzydal to istny dom na kółkach, a niektóre wdrożone rozwiązania dalej mnie zdumiewają), aż po odpowiedź na pytanie "co w tym jest takiego fajnego?" ...



Jak zwykle zboczyłam z obranej ścieżki; ale skoro dygresja pochłonęła cały wpis - to tak na zakończenie, dla tych którzy do weekendu mają w odzuciu wciąż bardzo daleko, bo nuda, zaczęło padać, w pracy jakoś motywacji brak do czegoś konkretniejszego; polecam odmóżdżacz w postaci...



... dla samej Jane Fondy (jak ona to robi?!), warto zawiesić oko...

Uuuu, grzmi...
  • awatar Illusion: @NieAnonimowa KosmetoHoliczka: No to piąteczka! :D
  • awatar NieAnonimowa KosmetoHoliczka: @Illusion: strzał w 10-tkę.. dwójka dużo starszych braci, na osiedlu pod trzepakiem same chłopy... :D z babami się nie dogaduje, z facetami trzymam sztame :P ps. i zdecydowanie jestem mało babska :P
  • awatar Illusion: @NieAnonimowa KosmetoHoliczka: Coś mi mówi, że też się wychowałaś z chłopakami :] Super, nie wszystkie kobiety boją się ekstremalnych warunków :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Mam na imię Eliza i jestem wieloraką "holiczką". Szczęście w nieszczęściu, że żadne z uzależnień nie ma destrukcyjnego wpływu na mą osobę czy też moje otoczenie. Leczyć się też z niczego nie muszę... chyba...



Kto mnie zna i miał okazje być w moich czterech kątach, zaglądać do mojej torebki, podróżować ze mną na prawym fotelu mojego jeździdełka, etc; ten wie, że jestem książkożercą, bibliofilem, molem... a książki poutykane w różnych miejscach to absolutna norma, bo przecież nie można wyjść z domu bez chociaż jednego tytułu przy sobie, a gdyby się przypadkiem w ferworze porannej bieganiny o nim zapomniało; to w aucie na taki wypadek warto wozić co najmniej cztery inne. Ta sama zasada ma się do łazienki; dlatego przy wannie znajdziesz u mnie aktualnie celebrowaną nowość...

A skoro mowa o nowościach; grzechem byłoby nie poczynić kilku zdań o najnowszym tytule pióra Katarzyny Bondy, polskiej królowej kryminału... w tym miejscu muszę wam zdradzić, że reaguje już alergicznie na ten marketingowy chwyt. Od momentu szału na Larssona i trylogie Millenium - każdy autor jest królem/królową kryminału, ewentualnie następcą Larssona/Lackberg. Możliwe, że właśnie to skutecznie odciągało mnie od rozpoczęcia romansu z piórem Pani Bondy o której słyszałam/czytałam już od dawna. Dużo z was podrzucało mi ją w kontekście "musisz koniecznie..", a że nie lubie musieć to stawałam okoniem i na półkę lądowały co rusz kolejne szwedzkie/duńskie/norweskie tytułu. Jak to leciało? Cudze chwalicie, swego nie znacie? To właśnie zdanie najlepiej opisuje talent Bondy i swą prostotą jest w jej przypadku niesamowicie celne.



Zmierzając do kasy w Lidlu, niby przypadkiem otarłam się o kącik czytelnika, zerknęłam nieśmiało i co zobaczyłam? No Bonda jak w pysk strzelił. "Pochłaniacz" dokładniej. Pierwszy tom o Saszy Załuskiej. Oko wychwyciło, że to kryminał. Wewnętrzny głos po zapoznaniu się z pierwszymi zdaniami mówił "bierzesz!", to wzięłam, w dwa wieczory pożarłam, przepadłam, zakochałam się i jak na szpilkach czekałam na drugą część. Konkretniej to na "Okularnika". Ślepe szczęście sprawiło, że czekałam jakieś 3 tygodnie. Termin premiery wybił, zamówienie ze strony wydawcy dotarło ekspresem, tzn kurierem, nie pendolino, 842 nowiutkie pachnące farbą drukarską strony były moje, moje, tylko moje...



Jak domyślacie się - jestem już "po" lekturze. Co mam do powiedzenia? Pani Bondo; tak się nie robi! To nieludzkie, to chwyt poniżej pasa. Czy Pani zdaje sobie sprawę z tego co robi swoim czytelnikom? To gra na uczuciach, Ja się nie zgadzam, obrażam śmiertelnie...

... no dobra; TAK się właśnie robi. Tak się pisze, tak się prowadzi czytelnika przez zawiłości fabuły, tak się kreuje wydarzenia, tak właśnie naciąga się tą niewidzialną strunę w czytelniku; myślisz, że już nie wytrzymasz i MUSISZ dowiedzieć się prawdy, a tu bach, wyskakuje coś/ktoś czego nie spodziewałbyś się te kilka stron wcześniej. Tak
się też kończy; tzn. nie kończy. W najgorętszym momencie, najbardziej wyczekiwanym... zostawia się czytelnika z jego domysłami, przemyśleniami... aż do kolejnego tomu. W przypadku Bondy z góry wiadomo, że historia Saszy zaplanowana jest na 4 części. No, ale żeby zostawiać czytelnika W TAKIM momencie... Osz Ty Bondo!



Nie mogę streścić wam historii, nie chcę przybliżać postaci głównej bohaterki, nie mnie roztrząsać postawy opisywanych postaci, czy sens zdarzeń które miały miejsce. Napiszę wam jednak coś innego - gdyby ktoś podrzucił mi "Okularnika" bez okładki, upierałabym się do żywego, że jest to książka autorstwa mężczyzny. Dlaczego o tym pisze? Jeśli czytasz coś więcej niż codziennego pudelka, czy ogłoszenia na przystanku autobusowym - wiesz, że płeć ma spory wpływ na sposób pisania, język, tematykę, dobór wyrazów. Uwielbiana przez tłumy Lackberg - mnie kompletnie nie podeszła. Natomiast uwielbiam np. Larssona. Za TEN specyficzny sposób pisania. Mocny, odważny, dobitny. Dużo tego odnalazłam w "Okularniku". Sposób przedstawienia głównej bohaterki w różnorakich sytuacjach, jej ciemne strony, złożoność, nietuzinkowość... co wam się tu będę zachwycać...

Brać i czytać! Tylko zacząć od "Pochłaniacza" - bo główna bohaterka zasługuje na to, żeby zapoznawać się z nią jak Pani autorka przykazała. Od początku...
  • awatar Daga1978: Muszę Ci powiedziec,ze po Twoim poście Pochlaniacz zniknął z mojego Empiku...:-) powinni Ci płacic z reklame hihihi
  • awatar Maluchna: W takim razie koniecznie muszę przeczytać :D
  • awatar roisin: Pochłaniacz mnie zawiódł Dać jej szansę?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Pozazdrościć komuś tam z fejsowej ściany wygranej w jakimś tam konkursie. Wyszukać aktualnie trwające konkursy, puścić słowotok rymowany jako zgłoszenie. Za 2 dni przeczytać, że się wygrało... a dzisiaj dostać z rąk kuriera nagrodę. Taka sytuacja!



Z racji, że padło na konkurs Perfumerii Douglas z okazji Dnia Mamy; to i nagroda jest tematyczna. Krem dla Mamy i krem dla Córki; znaczy się dla mnie. Dwie pieczenie na jednym ogniu... i to na dodatek doręczone idealnie w terminie...



Biorąc pod uwagę, że jakieś 2 miesiące temu udało się zgarnąć w konkursie fotograficznym weekend w Paryżu (!!!), dochodzę do wniosku, że takie sytuacje poprawiają nastrój i ogólne usposobienie... o jakieś 500%!



Dzień Dobry załoga!
  • awatar YellowButterfly: dobrze Cię widzieć, miło czytać - mam wrażenie, że z Twoim odejściem umarł i pinger... Obyś pojawiała się częściej :) gratuluję wygranych - paryż ♥
  • awatar cherrryreadylady: Sie gra sie ma:D
  • awatar Wiedźma1: Gratuluję wygranej, zwłaszcza weekendu w Paryżu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
Powinno być - nieśmiało chowam się pod stołem, posypuje głowę popiołem; czy inny tego typu słowotwór rymowano-wierszowany który zgrabnie wytłumaczyłby skrajnie nieodpowiedzialną, lekceważącą, zaskakująca, smucącą, radosną, trwożącą nieobecność mą... dla każdego do wyboru - zależnie od poglądów społeczno/blogowych; o politycznych nie będę wspominać, bo widzę, że temat drażliwy. Połowa moich fejsowych znajomków wylatuje do bardzo dziwnych i egzotycznych miejsc dodatkowo swych radykalnych poglądów nie ukrywając. Przy trzeciej duszyczce udającej się do Chińskiej Republiki Ludowej, mocno się zastanawiłam czy przypadkiem nie ma jakieś promocji na loterze dla tej destynacji...

A co do podróżowania wszelakiego - mogłabym tutaj upatrywać się powodu mojego nie-bycia. Tak jak wcześniej namiętne klepanie w klawiaturę uzupełniało mój codzienny byt i sprawiało ogromną frajdę która nakręcała mnie pozytywnie; tak teraz okazało się, że cierpię na głód zwiedzania/oglądania/poszukiwania niewygód. Dodatkowo okazało się, że grono cierpiących na podobne przypadłości jest w moim otoczeniu bardzo duże, więc zawsze jest z kim/gdzie/po co/na co, etc...

Mogłabym jeszcze napisać o wypaleniu, braku weny, chęci, sensu, bla bla bla... tyle, że to byłoby już naginanie rzeczywistości. Prawdą jest natomiast to, że brakowało mi tego luźnego bzdurkowania. I to bardzo. Blogowego zamętu również. Spraw błahych, tych poważniejszych, możliwości wygadania się poprzez pisanie... i całego tego kramu jaki wiąże się z przebywaniem w blogosferze która chociaż już nie taka sama jak kiedyś to i tak posiadająca ten magnes który przyciąga... nawet po tak dużej przerwie.

Obiecuje już być. Nie ginąć.
A teraz idę sprawdzić jak się miewa "stara pingerowa gwardia"...



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (83) ›