• Wpisów: 3651
  • Średnio co: 16 godzin
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 09:53
  • Licznik odwiedzin: 8 470 792 / 2538 dni
 
najlepszekosmetyki
 
...i wpada po uszy, a raczej po barki, tricepsy, odwodziciele i całą resztę...

Ktoś powie - a bo "moda", a ja odpowiem - a bzdura! Romansowanie z mocną aktywnością fizyczną trwa u mnie z małymi przerwami od 2 lat, tak jakoś właśnie w okresie kwietniowym 24 miesiące temu nikt inny jak Ewa Ch. ściągneła moje "skinny fat" ciało z kanapy i włączyła z pozycji "off" na tryb "on". Gdyby ktoś wtedy mi powiedział, że będe biegać, będe mieć w szafie 5 par sportowych butów, na moich kościotrupich rękach wyrosną mięśnie, a na widok neonowych ciuchów będzie mi lecieć ślinka - parsknęłabym śmiechem. No ale mili moi drodzy - wszak zmiany są zapisane w nasze jestestwo i tak też się u mnie podziało. Zaliczyłam etapy dywanowego machania nogą z Ewą, pocenie się z rozmaitymi filmikami na YT, zumbę, zajęcia fitness w grupie, step, bieganie. Przerwy bywały krótkie - 2 tygodnie, jak i dłuższe - całe wakacje. Powody - rozmaite. Zmęczenie materiału, znudzenie, kontuzje (bieganie :( ), ale zawsze przychodził moment gdy po prostu musiałam coś ze sobą zrobić, a bo wrócił cellulit, a bo naoglądałam się inspiracji na waszych blogach, a bo spodnie zaczynały pić w pasie, ale najczęściej - brakowało mi tego kopniaka jaki gwarantuje wysiłek fizyczny. Wiem, wiem... macie dość sekciarskich filozofii endorfinowych, ale jest coś takiego w wysiłku, że morduje i napędza jednocześnie....

ffbf63bcc4b711e38d640002c9d628bc_8.jpg


(Buty - Nike Revoluiton, legginsy - Moodo)

Wraz ze zmianami aktywności zmieniały się też moje poglądy - najpierw chciałm schudnąć, no i się udało. Mocno, teraz to widzę, że za mocno. No to wymyśliłam sobie nabranie masy mięśniowej - leciutko, bez szaleństw zgodnie z pokutującym przeświadczeniem, że "siłownia zrobi ze mnie babo-chłopa", wybrałam zajęcia fitness w grupie i bieganie. Efekty? Minimalne plus rozwalone kolano. Zrozumiałam, że to co pasuje jednemu, niekoniecznie jest dobre dla mnie. Przerwa która nastąpiła nie była lenistwem, a koniecznością wyleczenia kontuzji. Wszystko się wyprostowało, ale przy okazji wszystko wróciło ze wzmożoną siłą, na wadze + 8kg, za małe ciuchy, samopoczucie poniżej kreski, cellulit obrastający mnie jak obcy. No i ta świadomość jak może być, a jak jest. Nie chciałam być już trzciną - bo jak chudnę to wyglądam jak chora, nie chciałam też już wypacać się na maksa na zumbie, a poza tym chciałam być sobie sama sterem, hantelką i okrętem. Więc padło na siłownię...

90601fc2a62e11e3a67412343dd363c8_8.jpg


I ten wybór uważam za najlepszy. Przychodzę na trening wtedy kiedy mi to pasuje, jeśli nie mogę być na 18stą, to nie nic mi nie przepada, bo idę np. na 20stą. Nie ma mowy o nudzie, monotonii. Nawet gdy padnie na mnie zły dzień, to po wejściu na salę po prostu wiem, że nie mogę się obijać o ściany, skoro wszyscy tak cisną. Jeśli czegoś nie wiem - to doczytam i dopytam. Wszyscy są bardzo pomocni - wszak łączy nas jedna pasja. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać - zakładam słuchawki, włączam playlistę i nawet nie wiem kiedy mija mi godzina. W styczniu zaczynałam sama, aktualnie mamy już swoją babską fit-grupę, wspólne cele zbliżają...

10268829_248115868705532_1601148115_n.jpg


Jaki jest mój? Jeden jedyny - nie przestawać. Nie będe marudzić wam o szczegółach; jeśli uzyskam chociaż w przybliżeniu to co mam w planach - dowiecie się jako pierwsi. Ale nie mam już ciśnienia, ćwiczę bo lubię, ćwiczę bo lepiej się z tym czuję, ćwiczę a "skutkiem ubocznym" jest coś czego nigdy "nie miałam"... mięśnie. Czy może być coś bardziej motywującego?

:D

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego