• Wpisów: 3651
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 09:53
  • Licznik odwiedzin: 8 619 195 / 3975 dni
 
najlepszekosmetyki
 
...czyli o tym jak na własne życzenie zrobić sobie kuku,, bardzo się zdziwić i musieć o tym jeszcze później donieść szanownemu gronu czytelników mych najlepszych i najwierniejszych pod słońcem!
______________________________________________________

Będzie dzisiaj o ...

IMG_20140521_090320[1].jpg


Sylveco - krem brzozowo-nagietkowy z betuliną
Cena - ok. 25 zł
Dostępność - mój pochodzi z drogerii www.cytrynowa.pl

Skład: woda, olej jojoba, olej sojowy, wosk pszczeli niebielony, olej z pestek winogron, betulina, stearynian sodu, kwas cytrynowy, ekstrakt z nagietka.
______________________________________________________

Krem pojawił się w mojej kosmetyczce jak przysłowiowe podrzucone kukułcze jajo. Tak dokładniej to był prezentem do sporego zamówienia jakie złożyłam na Cytrynowej. Musiałam koniecznie uzupełnić zapas kremów BioLuxe - jak się trafi na perłowy ideał w pielęgnacji cery to jedyne co nas martwi to ta nieznośna myśl siedząca za uszami; "no i co Ty zrobisz jak Ci wycofają ten krem/zmienią skład/znikną z powierzchni ziemi raz na nie do odwołania?". W takiej właśnie sytuacji najczęściej podświadomie chcemy magazynować, zbierać, odkladać "na zaś". Dlatego też mam w lodówce kilka tubek aloesowego cuda i ukochańca z zieloną herbatą. Tzn. nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w temacie zapasów, ale dość tej dygresji - miało być o stratach poniesnionych przez użycie jeden jedyny raz (!) Sylveco.

617533d100206bc9536ca130.jpg


Jako typowa kosmetyczna sroka, nie mogłam sobie podarować wypróbowania nowości. No przecież nie będzie tak stało/leżało i smutno na mnie patrzyło prawda? Podarować komuś z dobroci serca? Prosze bardzo, nie trzeba mnie namawiać, ale tak coś niesprawdzonego komuś "polecać"? O nie. Nie taka jest moja natura... smarujemy!

IMG_20140521_091323[1].jpg


Pierwsze wrażenia po rozpakowniu...

Gdyby nie dość specyficzny zapach którego nie jestem wam nawet w sposób przybliżyć słowami - pomyślałabym, że ktoś się pomylił i do opakowania "wlał" masło kakaowe. Wizualnie nie różnią się niczym. Krem ma ciężką jak praca w hucie stali; konsystencję. Tłustą, ciężką i jeszcze raz tłustą. Po zetknięciu palca z powierzchnią kremu zapala się nam czerwona lampka - czy aby napewno to kłaść na skórę. Przyjemność ze stosowania porównywana do smarowania się łojem, chociaż nigdy nie miałam przyjemności tego robić, ale tak to pewnie wygląda. W połączniu "z tym" zapachem - doznania oceniam słabo. No, ale przecież nie o to tu chodzi prawda? Liczy się efekt, więc... twarz nasmarowana na noc, zobaczymy co będzie rano...

IMG_20140521_091255[1].jpg


A rano...

Płacz, wycie i zgrzytanie zębami plus wielka gula na środku czoła wzmocniona wysypem który zrobił "baj baj" mojej już naprawde fajnie wyglądającej cerze, wyprowadzonej na korundzie i bioluxie. Chciałaś to masz; mówił do mnie efekt jednorazowego użycia Sylveco... no coż mogę napisać - dramat pomnożony przez absolutne rozczarowanie dodać zaskoczenie. Dlaczego? Krem ma fajny skład, zbiera świetne pochwały w necie, sprawdźcie sami na wizażu - ahy poganiają ohy. I wierze w to, bo tyle osób nie może się mylić, aczkolwiek nawet gdyby Sylveco nie udekorowało mnie wysypem; nie odnalazłabym przyjemności jego używania. Podobno świetny na oparzenia, odmrożenia, różne awaryjne użycia...

I niech tak zostanie, ale nie w mojej pielęgnacji, bo mam za swoje. Tak się kończy szukanie dziury w całym - zawsze się znajdzie i zawsze okazuje się kraterem.

:D

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego