• Wpisów: 3651
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 09:53
  • Licznik odwiedzin: 8 619 432 / 3976 dni
 
najlepszekosmetyki
 
Się przydaje translator google, żeby błysnąć na dzień dobry, bo dobrym wstępem dobrze wodolejstwo po-wyjazdowe się zaczyna! No to zaczynamy i od razu składam obietnicę tytułową - Rumunio nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa!

20140620_181708_Richtone(HDR).jpg


Na początek kilka suchych faktów. Nie planujemy naszych wyjazdów, nie roztrząsamy wszystkiego na drobne, nie tworzyny planów/map/założeń co do minuty czy kilometra. Po pierwsze - takie uporządkowane wyjazdy są po prostu smiertelnie nudne, a po drugie - plany na papierze mają się nijak do rzeczywistości i zakładanie z góry np. że w środę przejedziemy 300 km i będziemy w miejscowości X o godzinie Y jest totalną bzdurą, bo rzeczywistość weryfikuje wszystko dość brutalnie. Owszem - wiemy gdzie chcemy jechać, w zarysie ustalamy co fajnie byłoby zobaczyć, ale i tak wiemy, że "wyjdzie jak zawsze", a z tego "wyjdzie jak zawsze" wyjdzie coś na pewno niezapomnianego!

3.jpg


Co pakujemy? Oj ukochany babski temat czyż nie? Aktualnie po kilku podróżach motocyklowych przeskoczyłam z levelu "potrzebuje spakować WSZYSTKO" na etap "naprawde da się przeżyć bez 4 par butów". Ostatni trip prezentował niesamowitą dojrzałość w moim przygotowaniu wyjazdowym - miałam mniej dobytku niż ślubny, no ale trzeba mu to wybaczyć - zestaw podróżnika na każdą okoliczność losu musi zajmować miejsce. Co brać? To czego potrzebujesz, ale w wariancie mini. Czyli jak kosmetyki - to miniaturki z Rossmanna. Makijaż ograniczony do tuszu do rzęs, ciuchowo spakowana tak, że gdybym musiała się czegoś pozbyć to bez żalu. No prawie. Dodatkowo zwykła, czarna herbata. W Rumunii zwykła herbata to miętowa herbata; czarnej nie uznają, a na stwierdzenie "earl grey?" patrzą na Ciebie jak na kosmitę. Ze spożywki jeszcze dodatkowe kalorie w Snickersach, zupki w magicznym proszku, ale tak bez szaleństw. Nie jedziemy przecież na biegun północny. Czego zapomniałam, a co napewno wezmę kolejnym razem? Żel do mycia bez użycia wody i najlepszy pod słońcem krem do rąk! Kto jeździ na dwóch kółkach ten wie co się dzieje z dłońmi. Moje po powrocie mogłyby śmiało zostać pomylone z dłońmi drwala...

6.jpg


No to spakowani, maszyna sprawdzona, zalana, osłuchana, załadowana, poświęcona dobrym słowem - czyli nic tylko nawijać kilometry. Pierwszy dzień mija zawsze na adrenalinie, człowiek ma wrażenie, że mógłby przejechać jeszcze kolejne 500 km, a najlepiej to w ogóle nie spać. Taka energia, taki power! Słowacja śmignięta, Węgry również. Jesteśmy już na Rumuńskiej ziemi, konkretnie to na północy kraju. Po dobrych kilku godzinach w siodle pasuje zarzucić jakimś kotletem, bo widoki widokami, ale krew nie woda i żołądek zaczyna dopominać się o swoje. Na trasie nie ma niczego. No może oprócz bistro-barów przy stacjach benzynowych, które to na przybyszach świeżakach robią tylko złe wrażenie i swoim wyglądem obiecują tylko i wyłącznie zemstę rumuńskiego faraona. Jedziemy dalej... o patrz! Za 3 kilometry w prawo dają jeść, skręcamy. No to skręcili...

20140615_165315.jpg


Czego jak czego, ale ogromnej restauracji z fontanną i palmami to nie spodziewaliśmy się dosłownie pośrodku "niczego". Ten widok zapoczątkował podróż przez kraj kontrastów do których z czasem przywykliśmy, ale które nie przestały nas zaskakiwać... może gdybyśmy zabawili tam dłużej...

10474934_718656661526482_1284979178_n.jpg


Pierwszy nocleg wpada nam zdecydowanie z przypadku. Po kilometrach "długo długo nic" - decydujemy się użyc pomocy bookinga i sprawdzić czy znajdziemy cokolwiek w okolicy. Trafiamy na pensjonat w klimacie folk w wariancie finansowym równie dobrym jak oceny, opinie i zdjęcia. Czar jednak pryska gdy dojeżdżamy na miejsce - już nie chodzi o warunki, czy udogodnienia. Było straszno zostawić motocykl na podwórku, uciekamy! Daleko nie uciekliśmy, zza szóstego czy siódmego zakrętu wyłonił się przepiękny kompleks ze stawami, wodospadem, drewnianymi chatami na wodzie, obsługą mówiącą po angielsku (no dobra gadał tylko manager), podejrzanie niskimi cenami i świetnym jedzieniem... gdzie my jesteśmy? W raju?

20140616_080730_Richtone(HDR).jpg


Zostajemy, zaklepujemy pokój, nie mija kwadrans gdy na parkingu zatrzymuje się kolejny motocykl, okazuje się, że z polskimi blachami i komunikatywnymi człowiekami. Siedzimy do późnej nocy z świeżo poślubioną młodą parą która zna się od pół roku... nie brakuje pozytywnych wariatów na tym świecie! Rano przepyszny omlet na śniadanie, pamiątkowe cykanie zdjęć, pożegnanie z właścicielem który swoją uprzejmością dosłownie nas rozbroił... i jedziem dalej!

20140616_093453_Richtone(HDR).jpg


Jeśli jesteśmy już przy uprzejmości... my Polacy jesteśmy znani z gościnności. Wiadomo; gość w dom, Bóg w dom. Ale uwierzcie - wypadamy bledziutko na tle mieszkańców Rumunii. Gdybym napisała, że są mili - skrzywdziłabym ich tą opinią. Oni są aż za mili/uprzejmi/pomocni i uwielbiają Polaków! Spotkaliśmy się z tyloma przejawami ich pozytywnego i bezinteresownego nastawienia do nas - i to w różnych miejscach/przypadkach/sytuacjach/okazjach, że śmiało mogę ich tak oceniać...

5.jpg


Kolejny dzień to kolejne nawijane kilometry w przecudnej urody otoczeniu. Tu górki, tam pagórki, tu koń, tam wąwóz, zielono, coraz bardziej zielono, zielono aż oczy bolą...

1.jpg


4.jpg


Miasteczka, miasta i wioski to też dużo ciekawostek które pochłaniam oczami jak przepyszną kremówkę. Cuda architektury, szaleństwa projektantów, bujna fantazja właścicieli. Mijaliśmy prawdziwy cygański tabor - robi wrażenie! Widzieliśmy ogromne cygańskie pałacy które gabarytami przypominają bloki mieszkalne. Jeden miał 14 dachów... uwierzcie; też nie wiem po co...

20140615_174209_Richtone(HDR).jpg


20140618_173642_Richtone(HDR).jpg


10515006_749670358409793_2008121464_n.jpg



20140621_172155_Richtone(HDR).jpg


20140621_172146_Richtone(HDR).jpg


Jeździliśmy głównymi drogami, przebijaliśmy się drogami gruntowymi które dosłownie mnie przerażały, gubiliśmy się i wracaliśmy na szlak. Trafialiśmy do wiosek w których ludzie żyją bez prądu/gazu/bieżącej wody w środku gór z najbliższą większą miejscowością oddaloną o kilkadziesiąt kilometrów; do której prowadzi droga której w sumie nie ma...

IMG_20140619_200927.jpg


IMG_20140623_223723.jpg


IMG_20140619_213117.jpg


Pokonanie kilkunastu kilometrów zajmowało godzinę, widoki odbierały dech w piersiach, aczkolwiek w paru momentach zrobiło mi się ciepło i dziękowałam temu komuś kto siedział z nami na motocyklu i strzegł nas - bo robił to doskonale...

10510142_749670115076484_278000011_n.jpg


2.jpg


Każdy dzień wyglądał jak odbity przez kalkę szczęścia. Wczesna pobudka, duuuże śniadanie, graty do kupy i na koń! Minimum 10 godzin jazdy, przerwy na kawę przygotowywaną na palniku gazowym małżona - prawdziwy survival! Nic tak nie smakuje jak mocna i słodka mała czarna w absolutnej dziczy! Gdy wieczór dawał o sobie znać, przełączaliśmy się na tropienie bazy noclegowej. Były grane hotele, pensjonaty, domki w górach; pełen przegląd możliwości!

20140619_150352_Richtone(HDR).jpg


924413_756504871055767_1869691287_n.jpg


10448896_1487815418121191_414321680_n.jpg


10449156_460294724114703_172665806_n.jpg



Oprócz kawy, w ciągu dnia ratowały nas też zupki wiezione z domu... w szczególności rosół! To nic, że w proszku. Wierzcie mi na słowo - po męczących godzinach smakował jak ten niedzielny od mamy... na drugim miejscu uplasował się pasztet. Pasztet kulinarnym tematem przewodnim imprezy! Nie dla oszczędności w głównym przekazie tego słowa znaczeniu - chociaż... w sumie dla oszczędności. Czasu! Bo było go za mało!

10.jpg


10521486_749676985075797_1444969555_n.jpg


Każdego dnia spotykaliśmy masę ludzi. Rzecz jasna - motocyklistów, pasterzy na połoninach, górskich wędrowców, korowody terenówek z namiotami na dachach, rowerzystów zapakowanych jakby to był koniec świata, rodaków (tych to w każdym możliwym miejscu), biegle mówiącego po angielsku pszczelarza w środku lasu, uwielbiającą Polaków Panią Elene w schronisku na przełęczy Prislop oraz starych znajomych których poznaliśmy przypadkiem podczas ostatniej podróży do Rumunii...

10461845_749681381742024_822322577_n.jpg


To właśnie oni byli najlepszą klamrą zamykającą nasz wyjazd. Spędziliśmy u nich ostatnią noc na Rumuńskiej ziemi. Ciężko ująć w słowa jak miło nas przyjęli, z jakim przejęciem się troszczyli, nie pozwolili spać w namiotach, przygotowali nocleg, kolację, śniadanie. Byli tak przejęci naszą wizytą, że robiło się dosłownie ciepło na sercu... ludzie z którymi spędziliśmy godzinę... miesiące temu...

10517125_749675718409257_895642455_n.jpg


10508255_749678401742322_1347087312_n.jpg


10517114_749677385075757_2096557073_n.jpg


10521488_749676405075855_835609659_n.jpg


10487038_749681661741996_1884481120_n.jpg


Wyjeżdzaliśmy od nich z dobrym słowem i świadomością, że jeszcze będzie nam dane się spotkać. To właśnie takie momenty są "tym czymś magicznym", takie chwile dodają poweru i pokazują co tak naprawde się w życiu liczy. Było pięknie. Zjeździliśmy rewelacyjne trasy. Zaliczyliśmy absolutnie fantastyczną i w swoim pięknie przerażającą ogromnymi przepaściami Transalpinę, przejechaliśmy w końcu ciężką do zdobycia Transfogarską. W śniegu, z zamarzniętymi dłońmi. Zawiodła mnie, gdyż byłam nastawiona na nią zupełnie inaczej. Być może to pogoda, być może utrwalony w głowie odcinek Top Gear właśnie stamtąd; odrobinę zakrzywił mi rzeczywistość - ale wiem, że muszę zobaczyć te wijące się pośród gór, asfaltowe wstążki w lepszym świetle...

20140621_124645_Richtone(HDR).jpg


Pokonaliśmy 3000 km w tydzień. W duecie z zaprzyjaźnioną parą, równie zakręconą motocyklowo jak my. Dorwał mnie jednodniowy kryzys, nie pomagały energetyki, litry wypijanej wody; organizm się buntował, chciał spać, odpocząć, zejść z motocykla. Jak przyszedł z nikąd, tak też szybko tam wrócił. Jadłam za trzech, cieszyłam się jak małe dziecko. Robiłam za mało zdjęć, nie było czasu, bo ciekawość gnała nas wciąż do przodu...

IMG_20140620_142710.jpg


IMG_20140617_180116.jpg


Zbierałam dzikie poziomki na połoninach, piłam lokalną palinkę, wdychałam czyste jak łza powietrze, podziwiałam widoki, chciałam zabrać ze sobą wszystkie napotkane pieseły, chłonęłam wszystko jak gąbka, nie chciałam wracać...

20140619_124325_Richtone(HDR).jpg


20140620_164144_Richtone(HDR).jpg


IMG_20140619_175929.jpg


Aaaa i widziałam pierwszy raz w życiu stonogę!

IMG_20140623_222336.jpg


Radości było co nie miara, gorzej z powrotem do życia; zawsze po powrocie muszę "odchorować" przez kilka dni zmianę rzeczywistości. Chcę się rzec byle do kolejnego tripu, ale kto to wie kiedy będzie dane wyrwać się w wielki świat. W duchu chciałoby się zrobić kolejny wyjazd na dwa motocykle. Samodzielnie, ale w duecie. Marzenia nic nie kosztują; no tyle co droga do ich spełnienia. Warto je mieć, by móc je realizować... bo to sprawia, że człowiek oddycha głębiej, czuje mocniej, chce więcej!

20140619_125445_Richtone(HDR).jpg

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego