• Wpisów: 3651
  • Średnio co: 17 godzin
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 09:53
  • Licznik odwiedzin: 8 476 731 / 2590 dni
 
najlepszekosmetyki
 
Uściślając to trwa sobie nadal tyle tylko, że bliżej mu do czasu przeszłego więc przyjmijmy taką formę. W mojej wersji tego tygodnia działo się dużo i jeszcze więcej... poniedziałek z samego rana przywitał mnie dźwiękiem budzika i ustawionym alertem - "wstawaj łamago, daj czadu na egzaminie!". Pierwsze sekundy procesu myślowego kompletnie nie chciały posklejać niczego do kupy.. jaki egzamin, kto, ja? I nagle następuje ten błysk świadomości i zależnie od danej sytuacji życiowej - albo dostajemy kopa, albo sporą dawkę przerażenia. W moim przypadku było trochę tego i tamtego. Kop wysadził mnie do łazienki, a przerażenie pozwoliło jedynie wlać w siebie dwa kubki kawy. Egzamin na kategorię A, w deszczowy, mocno deszczowy poniedziałek - nie wróżył nic dobrego. I tak też się stało. Stojąc pod daszkiem przed placem manewrowym z moim wydelegowanym do przegzaminowania mnie miłym, starszym panem; doszliśmy do wniosku, że może i da się "to" zrobić, ale damy sobie spokój. Kostki mi bielały od zaciskania kciuków - bo przyznam się tu na forum, że na siłach to ja się nie czułam. Skończyć to się mogło źle; i pal licho jak ja oberwę kolejnego siniaka; zamordować sprzęt na którym tyle żądnych kategorii A osób ma zdawać egzamin - tego sie nie wybacza! Wycofaliśmy się więc z placu boju, dostałam nowy termin egzaminu i przyjdzie mi znowu przerabiać ciężki przed-egzaminowy poranek. Ptaszki ćwierkają, że nie tylko mnie to czeka, bo kompani z kursu polegli na slalomie który napawa mnie przerażeniem, a ostatnio dosłownie mi się śnił. Nie powinnam szukać pocieszenia w fakcie, że innym też się to nie udaje, ale nie umiem ukryć tego, że jakoś mnie to podnosi na duchu... świadomość, że nie jestem do końca takim pokracznym stworkiem...

Główny temat tego tygodnia - pada. No pada, leje, napiera deszczem, zatapia trampki, moczy truskawki. Na fejsie gorzkie żale, w sklepie od klientek gorzkie żale, w telewizorni obiecują cuda. Codziennie wskakuje w szorty z nadzieją, że to już dziś! Dziś właśnie zacznie się prawdziwe lato, zaleje nas tropikiem i znowu zaczniemy narzekać; tym razem na pot, topiące się lody w waflu, zapchane miejskie fontanny i cały szereg letnich atrybutów. Tyle, że to chyba już naprawde dzisiaj się zacznie co?

Drugim głownym tematem są wyprzedaże - istne szaleństwo sklepowe. Tak sobie cieszyłam oko na waszych notkach wyprzedażowych, że aż sama zapragnęłam tego dreszczyku i wczoraj popyciłam do mekki zakupohlizmu. Pierwsza stacja - Zara, no ba... to trzeba zobaczyć na własne oczy. Primo - w sklepie szał. Kolejka do kasy niczym wielki mur chiński; w sensie, że długaśnie długa, w przymierzalni istne pandemonium, na sklepie kocioł. Idąc do przymiarki z cudnym cukierkowym sweterkiem chciałam dosłownie przeprosić pracującą tam dziewczynę której nie było widać zza sterty odrzuconych ubrań, że tylko dołoże jej pracy, bo z góry wiedziałam, że i tak go nie kupie. Szybko mi przeszło, bo po tym co widziałam stwierdzam, że z ludźmi jest coś nie halo. Mocno się zdziwiłam gdy dziewczę nie mające więcej niż 16 lat zażądało aby pracownica z przymierzalni: opuściła swoje stanowisko pracy, znalazła jej w tym cyrku większy rozmiar mierzonych spodni i jeszcze go jej przyniosła do kabiny... miałam na końcu języka pytanie czy może nie zmienić jej jeszcze pieluchy?

Suma sumarum po przebiciu się przez kilka sieciówek wróciłam do domu z szortami z nowej kolekcji NY. Zdecydowanie utwierdzam się w przekonaniu, że sklepy online to mój ukochany sposób na zakupoholizm...

Z innych bzdur egzystencjonalnych - warto się ich czasem uczepić gdy prawdziwe i realne problemy pukają do drzwi - trza mi sukienki na ślub kuzynki, uwielbiam swoje nowe włosy i nowe perfumy o dziwo z Avonu, nie wysypiam się przez miłość do Vikingów, szukam sposobu na zaprzestanie darcia się Didosława jakby ktoś obdzierał go z futra, nie byłam od 6 dni na siłowni i jeśli mnie dziś ktoś tam nie wykopie (Karolina to do Ciebie!) to nie wiem czy znajdę w sobie na tyle siły, żeby zrobić to samej. Poza tym chce mi się malin, eklerka i kawy... z tym trzecim nie będzie problemu... (Sylwia to do Ciebie :P )

No dobra, to sobie poklikałam, a teraz trzeba zakasać rękawy i byle do soboty!

:D

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego