• Wpisów: 3651
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 09:53
  • Licznik odwiedzin: 8 623 230 / 3994 dni
 
najlepszekosmetyki
 

Odbył sie koncert, pasuje teraz co nieco o nim naskrobać. Żeby nie było jak zwykle wspomogę się informacjami o 30 Seconds To Mars znalezionymi przez Karolinę na nonsendopedii... Psychofanów proszę o opuszczenie strony w tym momencie gdyż to co ujrzą wasze oczy może być nie do przetrawienia.

Odkryłam wczoraj w bardzo nieprzyjemny sposób, że Marsi są
nierozpoznawalni ...

“Na jaki koncert jedziecie?”


“30 Seconds To Mars...”


“Co?”


“30 SECONDS TO MARS!”


“A to nie znam...”




Gwoździem do trumny była podsłuchana rozmowa telefoniczna ochroniarza sprzed Atlas Areny:

“A w robocie jestem...”


“........”


“No jakiś koncert jest...”


“.......”


“A jakiś Mars gra, nie znam...”




Zmroziło mnie niczym dobry podmuch z lodówek w Auchan w alejce z jogurtami...


Drodzy czytelnicy zanim przejdziemy do sedna sprawy jestem zmuszona przedstawić wam o kim w ogóle będzie mowa...

30 STM - skrót od nazwy zespołu 30 Seconds To Mars; czyli według informacji niepotwierdzonych, nazwy oznaczającej stan w jaki można zapaść słuchając muzyki przez nich granej; według niektórych nazwa ma podłoże w zamiłowaniu członków zespołu do batonów Mars.

Zespół posiada trzy filary; Jarosława Leto, a żeby było tak po Polskiemu to Jarosław ma brata, ale nie nie... nie Leszka a Szymona Leto. Oboje wspomagani przez Tomasza M. święcą triumfy na scenie od 2002 roku.

Jeśli jesteś uważnym czytelnikiem powinno obić Ci się o uszy nazwisko Leto, a po dłuższym szperaniu w otchłani pamięci przed oczami powinien stanąć Ci film "Requiem dla snu" oraz 23 innych filmów z udziałem Jarosaława L.

W tym miejscu powinienes wykrzyknąć zaskoczony - "to ten aktor!?"
Tak czytelniku, aktor, model, piosenkarz, muzyk... dała Bozia talenciki, dała...

Myślę, że tyle tytułem wstępu wystarczy; nie będe przytaczać tekstów piosenek czy opisywać przeciętnego wyznawcę kultu 30 STM... co sie bedę rozdrabniać, od razu przywale z grubej rury. Jako 100% amatorka rozkochana w Jarosławie (na pierwszym miejscu)
oraz śpiewanych przez niego piosenek;  tyle ,że ignorantka w zasadach panujących na masowych spędach jego kultu; postanowiłam uczestniczyć w tym co dla Marsomaniaka jest najważniejsze w całym kalendarzu - koncerie 30 stm! (W tym momencie pożądany byłby pisk spod sceny skierowany ku Jarosławowi...)

Tyle, że mam już swoje 18 wiosen plus VAT więc swoje uwielbienie okazuje inaczej - tak, tak przyznaje , gdzieś w ciemnych zakamarkach mojego umysłu kiełkował pomysł wdarcia się siłą za kulisy i ... tutaj już sobie włączcie wyobraźnie, bo chyba ją macie, co?

Tyle, że u mnie ciężko z przekładaniem myśli na czyny, więc grzecznie ustawiłam się w kolejce spragnionych ujrzenia Jarosława fanek; podbijając średnią wieku o 300%. Po odtuptaniu swojego - ponad półtorej godziny oczekiwania aż przemili ochroniarze grzejący się w cieple i blasku sceny łaskawie otworzyli drzwi i pozwolili tłumowi na wlanie się do jasnego wnętrza; byłam w środku. Musiałam tylko się wylegitymować, udowodnić że nie jestem pod wpływem środków psychotropowych, wybebeszyć torebkę i stoczyć bój o aparat fotograficzny. Co jak co ale Nikonek jest święty i co z tego, że ma więcej niż 3,2 mpix? Nie, nie oddam do depozytu. Chwila zamieszania i cichaczem ulotniłam się ze strefy ryzyka mając w torebce zakazany aparat profesjonalny i satysfakcję z cichego oszustwa - uczucie porównywalne do przejechania 3 przystanków tramwajem bez skasowania biletu który się trzyma w ręce...

Jeszcze rzut oka na stragany... chciałam koszulkę; zobaczyłam cene - odechciało mi się na długo. 80 zł! No gdyby dodawali do tego jeszcze płytę to mogłabym przemyśleć... czyli nici z zakupów, to może lepiej od razu zająć miejsce żeby widzieć cokolwiek? No bo w starciu z 16stkami to ja na dzień dobry jestem przegrana...

Jest i mój sektor, ale co tutaj tak pusto? Wybieram swoje krzesełko, ale
długo na nim nie zagrzewam bo stwierdzam, że zdecydowanie lepiej
będzie mi na samym dole sektoru przy barierkach, czyli dosłownie
o włos od sceny. Radocha wylewa mi się uszami. Mam taką miejscówe, że jeśli trzeba będzie - obronie jej siłą. Szybko okazuje się, że nie będe musiała...

Od wejścia, czyli od 18:00 mija godzina... nic sie nie dzieje.
Nie licząc cierpiącego na epilepsje członka zespołu rozgrzewającego
widownie. Biedny angielski chłopiec... rzuca się po scenie,
próbuje grać na gitarze ale wychodzą mu tylko bliżej nieokreślone
piski, zgrzyty. Kiedy próbuje powiedzieć nam jak ma na imie; jedyne
co wychodzi z jego ust to klasyczny bełkot spod budki z piwem.
Widownia jest wyrozumiała, ale z ulgą przyjmuje jego zejście ze sceny.
Jest 19:30... dawać tu Jarosława z bandem! Na scenie zamieszanie, coś sie dzieje, światła przygasają, fanki piszczą, napięcie rośnie i...
i ze sceny wita się polski zespół o nazwie niezapadającej w pamięć, wiec wybaczcie ale nie przytocze. Przed nami najgorsze półtorej godziny ever.

Uważam, że był to specyficzny test na to czy jestes oddanym fanem 30 stm i czy zdołasz wytrzymać kakofonie płynącą z głośników - po
każdym zakończonym "utworze" na twarzach zebranych maluje się nadzieja, że oni zejdą już ze sceny, ale nie... wokalista torturuje nas kolejnymi dziwnymi "piosenkami" ale gdy ogłasza, że zostało tylko 15 minut do Marsa, wszyscy zebrani są gotowi zapłacić za bilet w jedną stronę dla zespołu supportującego. Najlepiej do Burkinafaso...

Jest 21:00 z minutami. Światło gaśnie, fanki mdleją - dosłownie. Tłum
przed sceną co chwile wypluwa z siebie kolejnego zdechlaka...
nasze uczy wychwytują pierwsze dźwięki piosenki otwierającej koncert i... Trzy godziny oczekiwania zostają wynagrodzone gdy ONI pojawiają się  na scenie.W tym momencie jestem przeszczęśliwa z jednego powodu - że nie jestem na płycie. Odkrywam nowy sport ekstremalny; bycie fanem 30 STM. Kto nie widział; ten nie
uwierzy... jazda busem w godzinach szczytu to przy tym pikuś!

Z racji szacunku do was nie opiszę z detalami co działo się na płycie, ale do tej pory jestem wstrząśnięta. Starałam się nie rejestrować słaniających się z nóg i zwracających śniadanie nastolatek. Próbowałam nie patrzeć gdy te same nastolatki kładły się na tym co koleżanki wyrzuciły z siebie... to tak delikatnie pisząc. Przyjechałam przecież po to by wypełnić uszy dźwiękiem - i to się udało.

Jared Jarosław pomimo, że się w tańcu opierdzielał - krótko pisząc zrobił show przy delikatnej pomocy piłek, dmuchanych żółwi, krokodyli i wielorybów z którymi zakazał fanom "make love" dla ich własnego dobra. Z oratorskich występów Jarosława mogliśmy posłuchać standardowo o pierogach, o tym, że nas kocha; minie mu jak odwiedzi
następny kraj i o tym, że lubi polskie dziewczyny - hmm... to jak z nim w końcu jest?

Oczywiście zintegrował się z tłumem wyciągając na scene co ciekawsze osobniki płci różnej które to na jego prośbę miały nauczyć go mówić po polsku, teraz dzieci zatykają uszy; kiepscy byli to nauczyciele bo Jarosław zarzucił nam tekst "pierdol sie" co po dłuższym namyśle fajne nie było... Ale kto by zwracał uwagę na takie niuanse gdy Jarosław z gitarą śpiewa nam akustycznie "Hurricane" czy "The Story". Ani sie obejrzałam gdy minęło półtorej godziny, Jarek odśpiewał z fanami na scenie Kings&Queens i zwiał ze sceny. Tyle go widzieli...

A tak mówił, że uwielbia, że kocha, że czuje się jak w rodzinie, że jest Polakiem, że to dla niego  wyjątkowy wieczór i podobne banały... mógłby sobie darować... Jared masz u mnie minusa! I jeśli to czytasz to już wiesz dlaczego nie było mnie za kulisam. No.

_________________________________________________________________________________________

*Wpis humorystyczny*

Jeśli chce ktoś retrospekcji o koncercie od deski do deski, to napiszę...
Źródło inspiracji : nonsensopedia.wikia.com/wiki/30_Seconds_to_Mars

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego