• Wpisów:3841
  • Średnio co: 19 godzin
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 09:53
  • Licznik odwiedzin:8 525 043 / 3116 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 


My, Rumunia, 7 dni na dwóch kołach, kupa śmiechu, deszcz, śnieg, słońce, rozczochrane włosy, radość, zmęczenie, widoki nie do opisania, wspomnienia nie do zapomnienia...

Zapraszam do krótkiej retrospekcji - scenariusz: pisany przez drogę, operator kamery - ja, montaż - małżon...

Polecam oglądać "na dużym" i w 1080 HD ...

  • awatar I Don't give a f***: Woow !! Bosko ! Moj kuzyn sie wybiera na wyprawe tam ale rowerem I z namiotem :D wariat !
  • awatar Járnsaxa: @NieAnonimowa KosmetoHoliczka: Chcę Tobie podziękować za zachęcenie mnie do przejechania przez ten kraj. Ale fakt, że w Bukareszcie cyganie czepiali się nam do auta żebyśmy kupili jakieś rzeczy, albo że kilka razy nieomal rozbiliśmy się o błąkające się (wielkie) psy, powoduje, że nie potrafię określić Rumunii jako rozwinięty kraj UE.
  • awatar Járnsaxa: @NieAnonimowa KosmetoHoliczka: Może i taki sam, ale jednak mocno inny. Chociaż nie powiem, fajnie się tamtędy jechało. :) Tylko za długo. ;) Stereotypy?? Choć bardzo mocno stępione to jednak pozostaną.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (58) ›
 

 
Ślubny sezon w pełni! Trzy zaproszenia to już nie przelewki, a gdy dodam, że najbliższa ceremonia wypada za tydzień... to robi się gorąco...

I jak się domyślacie - "nie mam co na siebie włożyć". Eksploracja szafy nic nie wniosła do tematu... co było wiadome...

Za to grzebanie w necie przyniosło jak na razie takie pomysły :






Ta tiulówka pasuje tu i do mnie jak pięść do nosa, ale kusi mnie; co niczym dziwnym nie jest patrząc na wasze blogi i przemyślenia szafowe gdzie taki rodzaj spódniczki się regularnie przewija. Ma coś w sobie taka stylizacja... tylko czy to "coś" nie zrobi mi "kuku"?

Tak poza tym to albo jestem ślepa, ale bez gustu, bo nic więcej nie wpadło mi w oko - a jak już wpada to w 99% jest białe, a w 1% niedopasowane do okazji i zdecydowanie mam czarną modową dziurę w głowie...

Pomoże ktoś jakiś pomysłem?

  • awatar m by m: @*klaudia*: gdzie kupiłaś swoją "kiece księżniczki" :) ??
  • awatar AniaNails :): podobne tiulówki widziałam w Bershce :)
  • awatar xLacosteWoman: tiulowa super, na wesele też może być tylko pasowałby idelanie wtedy jakiś gorsecik ładny :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (112) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (24) ›
 

 
...i ku pomocy Doris w dorwaniu serii Manuka (część zakupów dla niej własnie) i wspomożeniu oczyszczania mojej cery to motyw przewodni szybkich zakupów w Ziaji. Nie wiem jak ten krem z kwasem nada się do używania w tym momencie i czy to dobry pomysł pomimo stosowania wysokiego filtra; ale to się okaże. Maseczka (seria Ziaja PRO) podobno - szał. Sprawdzę!


Coś do mycia i tonizowania...


Coś do złuszczania...


Coś do oczyszczania...


No i coś gratisowego do zakupu...


A głównej winowajczyni zakupów - pasty oczyszczającej - brak! W sobotę było ich pełno, dzisiaj tylko puste miejsca na półce, a miła Pani obsługująca tylko stwierdziła, że rozseszły się jak świeże bułki. Hmmm? No nic, tak czy siak; mają wrócić i robić szał.

A tak w ogóle to ma ktoś pomysł jak żyć z zerwanym paznokciem? Oszczędze szczegółow, ale wolałabym nie powtarzać tego epizodu...

Ała...

  • awatar ♥ Elmirka ♥: Ten krem na noc możesz teraz używać, ponieważ ma on tylko 3% kwasu. Nie ma się czego bać :). PS. sama go używam :P
  • awatar ຟຣີເປັນນົກຊະນິດຫນຶ່ງ: Kwas migdałowy, który jest w tym kremie jest tak delikatny, że spokojnie można go stosować latem z filtrem i nic się nie stanie, poza tym ma stężenie tylko 3%, ale mimo wszystko przy swojej delikatności działa rewelacyjnie :)
  • awatar Kasio :): @NieAnonimowa KosmetoHoliczka: si, caly czas i nic sie nie dzieje niepokojącego. Nawet babeczka z ziaji polecala wlaśnie ten krem na lato z kwasow innej pani :-) mowila ze spokojnie mozna go stosowac :-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (49) ›
 

 
Co, kto?

Ziaja pasta do głębokiego oczyszczania, liście Manuka z nowej serii Ziaja.


To, że w moim mieście można odnaleźć sklep firmowy Ziaja wiedziałam od dawna, ale równie długo nie mogłam odnaleźć chwili żeby wybrać się do niego na przeszpiegi. Udało się kilka dni temu gdy potrzebowałam na już/na szybko jakiegoś wysokiego filtra. Do Rossmanna było za daleko, ulice zakorkowane, więc potuptałam w miasto i przypomniałam sobie o Ziaji! Idziemy!

Wchodzimy... i mmmm.. biało, czysto, miło, wiadomo że tanio, obsługa na medal... to czemu by nie obadać wszystkiego co na półkach; bo filtr już miałam w łapce. Oczywiście chciałam wszystko, ale że nie potrzebowałam niczego tak naprawdę, ograniczyłam się do tego co w sezonie "pod kaskiem motocyklowym" jest na miejscu 1 w mojej pielęgnacji skóry twarzy - oczyszczanie.


Nowość - seria Manuka przykuła mój wzrok. Najbardziej zaś pasta do oczyszczania cery; dlatego też wróciła ze mną do domu i robi na mojej twarzy istną rewolucję!
______________________________________________________

Skład: Aqua (Water), Hydrated Silica, Glycerin, Polyethylene, Sodium Laurenth Sulfate, Titanium Dioxide, Cellulose Gum, Panthenol, Illite, Propylene Glycol, Leptospermum Scoparium Leaf Extract, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool
________________________________________________________

* tanie to.. 8zł/75 ml
* już po pierwszym użyciu robimy WOW na widok swojego odbicia w lustrze...
* OCZYSZCZA, naprawde!
* efekt rozjaśnienia cery i wyrównania koloru jest bardzo widoczny...
* skóra jest jak "nowa"...
* nie wysusza,

Chciałabym jeszcze dodać to co wyczytałam na innych blogach:

- że usuwa zaskórniki,
- że goi wykwity,
- że zwęża pory,
- że jest absolutnie niezastąpiona,
- że niesamowicie wygładza...

Ale będe mogła zapewne to zrobić, gdy dam jej jeszcze kilka podejść. Pewnie mogłabym już teraz się porozpływać nad jej możliwościami, bo po dwóch użyciach jestem ZACHWYCONA, ale wolę to dogłębnie przetestować najpierw na sobie... i może dokupić coś jeszcze z serii?



ps. do zakupów za kilkanaście złotych dostałam furę próbek - no i jak tu nie lubić Ziaji?
  • awatar NieAnonimowa: @bikesinNY: dzieki!!!!! :* :* :*
  • awatar bikesinNY: hej Elizka, widziałaś jakie ciuchy mają w tym tygodniu w lidlu? :D sama zaopatrzyłam się już w prze-wygodne spodenki za 18 złociszy, sandałki za 35, spodnie chyba za 40, czaję się jeszcze na sukienkę [44zł] i suszarkę do ubrań, która będzie od jutra! :D (ceny zaokrąglam do pełnej kwoty, co Ci tam po grosikach)
  • awatar wezsietatooo: Mam ja i naprawdę klasa:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (71) ›
 

 
...i dlatego z tej przyczyny nie mam dziś zbyt wesołej miny, bo by się wiecej chciało, a tu przyszedł poniedziałek, zerwał mnie z opuchniętymi paczałami z łóżka, nie dolał mleka do porannej kawy, wygonił z domu i nie daje taryfy ulgowej. A na dodatek chyba wszyscy oprócz mnie aktualnie przebywają na urlopie; czytaj - plaży, nad jeziorem, w górach, na leżaku. Zablokuję chyba tag "holidays" na IG; to przecież nieludzkie! Znęcacie się nad ludźmi pracy... Szczególnie gdy ludź jest aktualne w opcji "przed-urlopowej" na dodatek z adnotacją "nie potwierdzone". W weekend udało się poniuchać aury beztroskich wakacji, a to jest jak lizanie cukierka przez papierek i zdecydowanie nie zaspokaja głoda, a wręcz zaostrza apetyt. Dlatego też byle do urlopu i have a nice day dla wszystkich!













  • awatar NieAnonimowa: @JJyo: yamaha xt660x :D
  • awatar JJyo: 300 niestety nie widziałam na żywo, ale na pewno wymiata :D a Ty na jakim będziesz jeździć?
  • awatar NieAnonimowa: @JJyo: ale dziewczyno trafilas!!! W sobote siedzialam na nim i sie zachwycalam. Widzialas nową 300stkę? To dopiero CZAD. Dla kobiety 250 - ideał!!! BIERZ!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (29) ›
 

 
Poczuć wiatr we włosach... motocyklowo pod kaskiem rzecz jasna!


Oczywiście nie w pojedynkę...


Dołożę jeszcze rozpustę...


I słodkie leniwienie się...


I zaklinam wszystkie niesprzyjające okoliczności losu - trzymać się ode mnie z daleka w ten weekend!
Bo uwolnię furię...


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Zgłaszam rzecz jasna! Nie wiem jeszcze co przyniesie weekend, oprócz słońca rzecz jasna; ale już mi lekko, luźno i... letnio!


Bluzka - Golden Number
Szorty - New Yorker
Lordsy - http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=14448011
______________________________________________________

Wiem natomiast co przyniesie dzisiejszy dzień - pierwsze spotkanie z depilacją laserową IPL+RF (fotodepilacja). Zbierałam się do tego jak sójka za morze, obiecywałam sobie, że to już/teraz/dziś się "odważę". Oliwy do ognia dolewały wpisy recenzyjne pingerek które spróbowały i jednym głosem twierdzą - "dlaczego zdecydowałam się tak późno..."

Pewnie będe "żałować" tak samo, ale lepiej późno niż wcale, czyż nie? Nie będe się tu rozwodzić w tym temacie, bo jeszcze nie wiem czym to pachnie, ale jak się przekonam i przeżyję to chętnie ogarnę wam wpis. Może teraz ja kogoś do tego kroku przekonam?

Jedyne co mogę napisać to suchy fakt, że wybrałam gabinet Yasumi - www.yasumi.pl - mają teraz promocję -50zł na pierwszy wybrany zabieg, czyli to kolejne "za"! Telefon wykręcił się jakoś "sam" i po rozmowie z przemiłą osóbką po drugiej stronie udało się znaleźć późnopopołudniowy termin dla mnie... juhu!



Polecenie nie jest sponsorowane; żeby nie było. Po prostu mam do nich rzut beretem; nie ma tu żadnego głębszego dna...
________________________________________________________

Aha i póki pamiętam - jeśli ktoś lubi lekkie zapachy, świeże, owocowe, z dodatkiem słodyczy to polecam poniuchać nowy zapach Avon (!), Little Pink Dress. Szału z jakością nie ma, ale na takie psikanie z rozmachem w ciągu dnia - jest idealny. Wczoraj o nim wspominałam, a że nie uściśliłam, no to teraz się tłumaczę...
  • awatar Blog na Szpilkach: napisz czy będziesz zadowolona z tej depilacji, bo sama patrzyłam na cennik z yasumi , aczkolwiek jakbym musiała wykupić 4-5 zabiegów po 400zł to by mnie trochę to ubodło po kieszeni.
  • awatar codzienneinspiracje: Lubię zapachy z serii ''little dress'' - muszę ten wypróbować ;)
  • awatar Panna Niepoważna: Jaaaakaś Ty opalona!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (60) ›
 

 
Uściślając to trwa sobie nadal tyle tylko, że bliżej mu do czasu przeszłego więc przyjmijmy taką formę. W mojej wersji tego tygodnia działo się dużo i jeszcze więcej... poniedziałek z samego rana przywitał mnie dźwiękiem budzika i ustawionym alertem - "wstawaj łamago, daj czadu na egzaminie!". Pierwsze sekundy procesu myślowego kompletnie nie chciały posklejać niczego do kupy.. jaki egzamin, kto, ja? I nagle następuje ten błysk świadomości i zależnie od danej sytuacji życiowej - albo dostajemy kopa, albo sporą dawkę przerażenia. W moim przypadku było trochę tego i tamtego. Kop wysadził mnie do łazienki, a przerażenie pozwoliło jedynie wlać w siebie dwa kubki kawy. Egzamin na kategorię A, w deszczowy, mocno deszczowy poniedziałek - nie wróżył nic dobrego. I tak też się stało. Stojąc pod daszkiem przed placem manewrowym z moim wydelegowanym do przegzaminowania mnie miłym, starszym panem; doszliśmy do wniosku, że może i da się "to" zrobić, ale damy sobie spokój. Kostki mi bielały od zaciskania kciuków - bo przyznam się tu na forum, że na siłach to ja się nie czułam. Skończyć to się mogło źle; i pal licho jak ja oberwę kolejnego siniaka; zamordować sprzęt na którym tyle żądnych kategorii A osób ma zdawać egzamin - tego sie nie wybacza! Wycofaliśmy się więc z placu boju, dostałam nowy termin egzaminu i przyjdzie mi znowu przerabiać ciężki przed-egzaminowy poranek. Ptaszki ćwierkają, że nie tylko mnie to czeka, bo kompani z kursu polegli na slalomie który napawa mnie przerażeniem, a ostatnio dosłownie mi się śnił. Nie powinnam szukać pocieszenia w fakcie, że innym też się to nie udaje, ale nie umiem ukryć tego, że jakoś mnie to podnosi na duchu... świadomość, że nie jestem do końca takim pokracznym stworkiem...

Główny temat tego tygodnia - pada. No pada, leje, napiera deszczem, zatapia trampki, moczy truskawki. Na fejsie gorzkie żale, w sklepie od klientek gorzkie żale, w telewizorni obiecują cuda. Codziennie wskakuje w szorty z nadzieją, że to już dziś! Dziś właśnie zacznie się prawdziwe lato, zaleje nas tropikiem i znowu zaczniemy narzekać; tym razem na pot, topiące się lody w waflu, zapchane miejskie fontanny i cały szereg letnich atrybutów. Tyle, że to chyba już naprawde dzisiaj się zacznie co?

Drugim głownym tematem są wyprzedaże - istne szaleństwo sklepowe. Tak sobie cieszyłam oko na waszych notkach wyprzedażowych, że aż sama zapragnęłam tego dreszczyku i wczoraj popyciłam do mekki zakupohlizmu. Pierwsza stacja - Zara, no ba... to trzeba zobaczyć na własne oczy. Primo - w sklepie szał. Kolejka do kasy niczym wielki mur chiński; w sensie, że długaśnie długa, w przymierzalni istne pandemonium, na sklepie kocioł. Idąc do przymiarki z cudnym cukierkowym sweterkiem chciałam dosłownie przeprosić pracującą tam dziewczynę której nie było widać zza sterty odrzuconych ubrań, że tylko dołoże jej pracy, bo z góry wiedziałam, że i tak go nie kupie. Szybko mi przeszło, bo po tym co widziałam stwierdzam, że z ludźmi jest coś nie halo. Mocno się zdziwiłam gdy dziewczę nie mające więcej niż 16 lat zażądało aby pracownica z przymierzalni: opuściła swoje stanowisko pracy, znalazła jej w tym cyrku większy rozmiar mierzonych spodni i jeszcze go jej przyniosła do kabiny... miałam na końcu języka pytanie czy może nie zmienić jej jeszcze pieluchy?

Suma sumarum po przebiciu się przez kilka sieciówek wróciłam do domu z szortami z nowej kolekcji NY. Zdecydowanie utwierdzam się w przekonaniu, że sklepy online to mój ukochany sposób na zakupoholizm...

Z innych bzdur egzystencjonalnych - warto się ich czasem uczepić gdy prawdziwe i realne problemy pukają do drzwi - trza mi sukienki na ślub kuzynki, uwielbiam swoje nowe włosy i nowe perfumy o dziwo z Avonu, nie wysypiam się przez miłość do Vikingów, szukam sposobu na zaprzestanie darcia się Didosława jakby ktoś obdzierał go z futra, nie byłam od 6 dni na siłowni i jeśli mnie dziś ktoś tam nie wykopie (Karolina to do Ciebie!) to nie wiem czy znajdę w sobie na tyle siły, żeby zrobić to samej. Poza tym chce mi się malin, eklerka i kawy... z tym trzecim nie będzie problemu... (Sylwia to do Ciebie )

No dobra, to sobie poklikałam, a teraz trzeba zakasać rękawy i byle do soboty!

  • awatar Porcelanowa Lala: @NieAnonimowa KosmetoHoliczka: Nie tam! Troszkę :D :*
  • awatar World-of-MaMi: Byłam dziś na zakupach. Jedyne z czym wróciłam do domu to szorty z NY. :D. Znam ten ból :(
  • awatar ioasia86: uwielbiam czytać Twoje zakręcone posty :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (30) ›
 

 
No i są!




Gdzie?

W BIEDRZE!




To tak dla przypomnienia, bo warto...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (45) ›
 

 
Się przydaje translator google, żeby błysnąć na dzień dobry, bo dobrym wstępem dobrze wodolejstwo po-wyjazdowe się zaczyna! No to zaczynamy i od razu składam obietnicę tytułową - Rumunio nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa!


Na początek kilka suchych faktów. Nie planujemy naszych wyjazdów, nie roztrząsamy wszystkiego na drobne, nie tworzyny planów/map/założeń co do minuty czy kilometra. Po pierwsze - takie uporządkowane wyjazdy są po prostu smiertelnie nudne, a po drugie - plany na papierze mają się nijak do rzeczywistości i zakładanie z góry np. że w środę przejedziemy 300 km i będziemy w miejscowości X o godzinie Y jest totalną bzdurą, bo rzeczywistość weryfikuje wszystko dość brutalnie. Owszem - wiemy gdzie chcemy jechać, w zarysie ustalamy co fajnie byłoby zobaczyć, ale i tak wiemy, że "wyjdzie jak zawsze", a z tego "wyjdzie jak zawsze" wyjdzie coś na pewno niezapomnianego!


Co pakujemy? Oj ukochany babski temat czyż nie? Aktualnie po kilku podróżach motocyklowych przeskoczyłam z levelu "potrzebuje spakować WSZYSTKO" na etap "naprawde da się przeżyć bez 4 par butów". Ostatni trip prezentował niesamowitą dojrzałość w moim przygotowaniu wyjazdowym - miałam mniej dobytku niż ślubny, no ale trzeba mu to wybaczyć - zestaw podróżnika na każdą okoliczność losu musi zajmować miejsce. Co brać? To czego potrzebujesz, ale w wariancie mini. Czyli jak kosmetyki - to miniaturki z Rossmanna. Makijaż ograniczony do tuszu do rzęs, ciuchowo spakowana tak, że gdybym musiała się czegoś pozbyć to bez żalu. No prawie. Dodatkowo zwykła, czarna herbata. W Rumunii zwykła herbata to miętowa herbata; czarnej nie uznają, a na stwierdzenie "earl grey?" patrzą na Ciebie jak na kosmitę. Ze spożywki jeszcze dodatkowe kalorie w Snickersach, zupki w magicznym proszku, ale tak bez szaleństw. Nie jedziemy przecież na biegun północny. Czego zapomniałam, a co napewno wezmę kolejnym razem? Żel do mycia bez użycia wody i najlepszy pod słońcem krem do rąk! Kto jeździ na dwóch kółkach ten wie co się dzieje z dłońmi. Moje po powrocie mogłyby śmiało zostać pomylone z dłońmi drwala...


No to spakowani, maszyna sprawdzona, zalana, osłuchana, załadowana, poświęcona dobrym słowem - czyli nic tylko nawijać kilometry. Pierwszy dzień mija zawsze na adrenalinie, człowiek ma wrażenie, że mógłby przejechać jeszcze kolejne 500 km, a najlepiej to w ogóle nie spać. Taka energia, taki power! Słowacja śmignięta, Węgry również. Jesteśmy już na Rumuńskiej ziemi, konkretnie to na północy kraju. Po dobrych kilku godzinach w siodle pasuje zarzucić jakimś kotletem, bo widoki widokami, ale krew nie woda i żołądek zaczyna dopominać się o swoje. Na trasie nie ma niczego. No może oprócz bistro-barów przy stacjach benzynowych, które to na przybyszach świeżakach robią tylko złe wrażenie i swoim wyglądem obiecują tylko i wyłącznie zemstę rumuńskiego faraona. Jedziemy dalej... o patrz! Za 3 kilometry w prawo dają jeść, skręcamy. No to skręcili...


Czego jak czego, ale ogromnej restauracji z fontanną i palmami to nie spodziewaliśmy się dosłownie pośrodku "niczego". Ten widok zapoczątkował podróż przez kraj kontrastów do których z czasem przywykliśmy, ale które nie przestały nas zaskakiwać... może gdybyśmy zabawili tam dłużej...


Pierwszy nocleg wpada nam zdecydowanie z przypadku. Po kilometrach "długo długo nic" - decydujemy się użyc pomocy bookinga i sprawdzić czy znajdziemy cokolwiek w okolicy. Trafiamy na pensjonat w klimacie folk w wariancie finansowym równie dobrym jak oceny, opinie i zdjęcia. Czar jednak pryska gdy dojeżdżamy na miejsce - już nie chodzi o warunki, czy udogodnienia. Było straszno zostawić motocykl na podwórku, uciekamy! Daleko nie uciekliśmy, zza szóstego czy siódmego zakrętu wyłonił się przepiękny kompleks ze stawami, wodospadem, drewnianymi chatami na wodzie, obsługą mówiącą po angielsku (no dobra gadał tylko manager), podejrzanie niskimi cenami i świetnym jedzieniem... gdzie my jesteśmy? W raju?


Zostajemy, zaklepujemy pokój, nie mija kwadrans gdy na parkingu zatrzymuje się kolejny motocykl, okazuje się, że z polskimi blachami i komunikatywnymi człowiekami. Siedzimy do późnej nocy z świeżo poślubioną młodą parą która zna się od pół roku... nie brakuje pozytywnych wariatów na tym świecie! Rano przepyszny omlet na śniadanie, pamiątkowe cykanie zdjęć, pożegnanie z właścicielem który swoją uprzejmością dosłownie nas rozbroił... i jedziem dalej!


Jeśli jesteśmy już przy uprzejmości... my Polacy jesteśmy znani z gościnności. Wiadomo; gość w dom, Bóg w dom. Ale uwierzcie - wypadamy bledziutko na tle mieszkańców Rumunii. Gdybym napisała, że są mili - skrzywdziłabym ich tą opinią. Oni są aż za mili/uprzejmi/pomocni i uwielbiają Polaków! Spotkaliśmy się z tyloma przejawami ich pozytywnego i bezinteresownego nastawienia do nas - i to w różnych miejscach/przypadkach/sytuacjach/okazjach, że śmiało mogę ich tak oceniać...


Kolejny dzień to kolejne nawijane kilometry w przecudnej urody otoczeniu. Tu górki, tam pagórki, tu koń, tam wąwóz, zielono, coraz bardziej zielono, zielono aż oczy bolą...



Miasteczka, miasta i wioski to też dużo ciekawostek które pochłaniam oczami jak przepyszną kremówkę. Cuda architektury, szaleństwa projektantów, bujna fantazja właścicieli. Mijaliśmy prawdziwy cygański tabor - robi wrażenie! Widzieliśmy ogromne cygańskie pałacy które gabarytami przypominają bloki mieszkalne. Jeden miał 14 dachów... uwierzcie; też nie wiem po co...







Jeździliśmy głównymi drogami, przebijaliśmy się drogami gruntowymi które dosłownie mnie przerażały, gubiliśmy się i wracaliśmy na szlak. Trafialiśmy do wiosek w których ludzie żyją bez prądu/gazu/bieżącej wody w środku gór z najbliższą większą miejscowością oddaloną o kilkadziesiąt kilometrów; do której prowadzi droga której w sumie nie ma...




Pokonanie kilkunastu kilometrów zajmowało godzinę, widoki odbierały dech w piersiach, aczkolwiek w paru momentach zrobiło mi się ciepło i dziękowałam temu komuś kto siedział z nami na motocyklu i strzegł nas - bo robił to doskonale...



Każdy dzień wyglądał jak odbity przez kalkę szczęścia. Wczesna pobudka, duuuże śniadanie, graty do kupy i na koń! Minimum 10 godzin jazdy, przerwy na kawę przygotowywaną na palniku gazowym małżona - prawdziwy survival! Nic tak nie smakuje jak mocna i słodka mała czarna w absolutnej dziczy! Gdy wieczór dawał o sobie znać, przełączaliśmy się na tropienie bazy noclegowej. Były grane hotele, pensjonaty, domki w górach; pełen przegląd możliwości!






Oprócz kawy, w ciągu dnia ratowały nas też zupki wiezione z domu... w szczególności rosół! To nic, że w proszku. Wierzcie mi na słowo - po męczących godzinach smakował jak ten niedzielny od mamy... na drugim miejscu uplasował się pasztet. Pasztet kulinarnym tematem przewodnim imprezy! Nie dla oszczędności w głównym przekazie tego słowa znaczeniu - chociaż... w sumie dla oszczędności. Czasu! Bo było go za mało!



Każdego dnia spotykaliśmy masę ludzi. Rzecz jasna - motocyklistów, pasterzy na połoninach, górskich wędrowców, korowody terenówek z namiotami na dachach, rowerzystów zapakowanych jakby to był koniec świata, rodaków (tych to w każdym możliwym miejscu), biegle mówiącego po angielsku pszczelarza w środku lasu, uwielbiającą Polaków Panią Elene w schronisku na przełęczy Prislop oraz starych znajomych których poznaliśmy przypadkiem podczas ostatniej podróży do Rumunii...


To właśnie oni byli najlepszą klamrą zamykającą nasz wyjazd. Spędziliśmy u nich ostatnią noc na Rumuńskiej ziemi. Ciężko ująć w słowa jak miło nas przyjęli, z jakim przejęciem się troszczyli, nie pozwolili spać w namiotach, przygotowali nocleg, kolację, śniadanie. Byli tak przejęci naszą wizytą, że robiło się dosłownie ciepło na sercu... ludzie z którymi spędziliśmy godzinę... miesiące temu...






Wyjeżdzaliśmy od nich z dobrym słowem i świadomością, że jeszcze będzie nam dane się spotkać. To właśnie takie momenty są "tym czymś magicznym", takie chwile dodają poweru i pokazują co tak naprawde się w życiu liczy. Było pięknie. Zjeździliśmy rewelacyjne trasy. Zaliczyliśmy absolutnie fantastyczną i w swoim pięknie przerażającą ogromnymi przepaściami Transalpinę, przejechaliśmy w końcu ciężką do zdobycia Transfogarską. W śniegu, z zamarzniętymi dłońmi. Zawiodła mnie, gdyż byłam nastawiona na nią zupełnie inaczej. Być może to pogoda, być może utrwalony w głowie odcinek Top Gear właśnie stamtąd; odrobinę zakrzywił mi rzeczywistość - ale wiem, że muszę zobaczyć te wijące się pośród gór, asfaltowe wstążki w lepszym świetle...


Pokonaliśmy 3000 km w tydzień. W duecie z zaprzyjaźnioną parą, równie zakręconą motocyklowo jak my. Dorwał mnie jednodniowy kryzys, nie pomagały energetyki, litry wypijanej wody; organizm się buntował, chciał spać, odpocząć, zejść z motocykla. Jak przyszedł z nikąd, tak też szybko tam wrócił. Jadłam za trzech, cieszyłam się jak małe dziecko. Robiłam za mało zdjęć, nie było czasu, bo ciekawość gnała nas wciąż do przodu...



Zbierałam dzikie poziomki na połoninach, piłam lokalną palinkę, wdychałam czyste jak łza powietrze, podziwiałam widoki, chciałam zabrać ze sobą wszystkie napotkane pieseły, chłonęłam wszystko jak gąbka, nie chciałam wracać...




Aaaa i widziałam pierwszy raz w życiu stonogę!


Radości było co nie miara, gorzej z powrotem do życia; zawsze po powrocie muszę "odchorować" przez kilka dni zmianę rzeczywistości. Chcę się rzec byle do kolejnego tripu, ale kto to wie kiedy będzie dane wyrwać się w wielki świat. W duchu chciałoby się zrobić kolejny wyjazd na dwa motocykle. Samodzielnie, ale w duecie. Marzenia nic nie kosztują; no tyle co droga do ich spełnienia. Warto je mieć, by móc je realizować... bo to sprawia, że człowiek oddycha głębiej, czuje mocniej, chce więcej!

  • awatar skinnygirl: To są wspomnienia na pewno na całe życie, strasznie zazdroszczę. Góry kocham całym sercem, a widoki z Twoich zdjęć ahhh cudnie!
  • awatar kolczykarium: @NieAnonimowa KosmetoHoliczka: Ale jestem z siebie dumna, bo udało mi się powstrzymać :P
  • awatar amadeo: zazdroszczę! my na ten rok planowaliśmy moto trip po Chorwacji, ale niestety plany się posypały :( życzę Ci, aby Twoje marzenia o wyjeździe na dwóch rumakach się szybko spełniło! trzymam kciuki :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (56) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (30) ›
 

 


Spodnie - przerobiony (czyt. zamordowany) kombinezon z martofchina.com
Koszula - www.sheinside.com
Szpilki - NoName


Marynarka - http://www.6ks.com/floral-printing-one-button-plain-blazer_d11432.html
Kombinezon - http://www.sheinside.com/Black-Sleeveless-Back-Zipper-Jumpsuit-p-171273-cat-1860.html
Sandałki - http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=14448011



Marynarka - Zara (www.sheinside.com)
Spodenki - H&M
Bokserka - H&M
Szpilki - NoName
_________________________________________________________

A teraz trzeba skończyć co zaczęłam 3 dni temu i idzie mi jak po grudzie - wpis po-wyjazdowy. Jak juz przysiąde i zaczynam napierać na klawiaturę nie mija pięć minut jak zaraz zaczyna się walić świat i trzeba działać... ciężkie jest życie supermena jak to mawia mój dobry znajomy... oj ciężkie! Hmm, ale wcześniej to jeszcze jakiś tygodniowy foto-mix dla rozluźnienia pasuje wrzucić...

  • awatar urodowapasjonatka: marynarka w kwiaty boska <3
  • awatar Jeannette DE: slicznotka!!!! czy moglabys zdradzic...jak robisz takie boskie loczki :) ??
  • awatar isiaa <3: Przez twój outfit nr 2 i 3 mam ogromne kompleksy :/+czemu ty we wszystkim wyglądasz tak bosko *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
  • awatar Lazurowe oczko: o kurcze, nie wiedziałam o takiej promocji. Ciekawe czy jutro jeszcze będzie ten suchy szampon.
  • awatar cinderella666: U mnie tez już wszystkie produkty dzisiaj na półkach :) i na szczęście, bo jutro po pracy, to by już pewnie wszystko inni mi wykupili ;)
  • awatar Katie: Pewnie jak zawsze się spóźnię :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (46) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (67) ›
 

 
Cześć - czołem! Nie było mnie - to widać. Działo się, wydarzyło się, zdarzyło się tyle, że jak walnę tutaj esej po-wyjazdowy to zedrę paznokcie do skóry, ale nikt mnie od tego nie odciągnie. Tak w formie przynęty zarzucę małe zajawki, bo przecież blog odłogiem stać nie może!







A po powrocie, jeszcze w wyjazdowym szale pozbyłam się blondu który odbarwił się okrutnie w 193746 odcieni zółci...



...na rzecz czegoś nazwać konkretnie nie mogę, ale co podoba mi się z każdą chwilą coraz bardziej...


Meldunek złożony, lecę zerknąć co u was i wracam z konkretami!

  • awatar MIKAFASHION: piekny motor piekna pani !! :) ja też mam taką pomaranczową pszczółkę tyle ze troszke inną... :) piękna sprawa
  • awatar PlatynkaNails: Tez nie wiem co to za kolor ale baardzo Ci pasuje :D
  • awatar Ann ♥: kochana piękny ten blond!!! wyglądasz rewelacyjnie!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (47) ›
 

 


...jest absolutnie, bezczelnie, genialnie... re-we-la-cyj-nie! Wampiry mnie nie zeżarły, obawiam się bardziej oszalałych krów; ostatnia jaką wczoraj widziałam pogryzła właściciela. Drogi jak na razie o wielkie dziwo - świetne. Tubylcy do rany przyłóż. Kończę kawę, rozłączam się z WiFi i uderzamy na Transylwanię! Jest sielsko anielsko, bez odbioru!

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (28) ›
 

 
Z wyjazdu na wyjazd doskonalę umiejętność zabierania ze sobą tylko to czego naprawdę potrzebuję, bez oszukiwania się, że 3 odcienie różu są absolutnie niezbędne, a pędzle to zdecydowany mus. Się człowiek uczy na błędach. Podstawą na wyjazd są :


- krem Bioluxe z zieloną herbatą,
- Alantan Dermoline lekki,
- żel do demakijażu Tołpa,
- tusz do rzęs Eveline Magnetic Look,
- podkład Ingrid
_____________________________________________________

Przemycę jeszcze szminkę Maybelline i bronzer - tak w razie gdyby się okazało, że pewnego pięknego wieczoru liźniemy cywilizacji. No i tego byłoby na tyle... nie byłabym sobą gdyby w moim zamierzeniu nie było drugiego dna. W Rumunii mają DMy! Wyjeżdzam na kosmetycznym debecie, wrócę na plusie...

  • awatar xLacosteWoman: alantan mam i ja ale hmm chyba szczególnie wyjątkowo rewelacyjny dla mnie nie jest, po prostu jest sobie :) wypróbuje jeszcze ten z zieloną herbatą :)
  • awatar Gość: skusiłam się po Twoich postach na te dwa kremiki z cytrynowej. czekam z niecierpliwością aż przyjdą! :)
  • awatar panna.endorfina: Ja też będę w DM za miesiąc, pewnie wyjdę stamtąd z wielką siatą kosmetyków ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Znalezienie wszystkiego, złożenie tego do kupy, ograniczenie się kosmetycznie do absolutnego minimum itd itp.. to nic przy obłaskawieniu futrzaka. Na widok pakujących się człowieków przyoblekł się w koci foch, a na dodatek drze ryja pod drzwiami jak opętany. On już wie...


  • awatar NieAnonimowa: @ponurnik: powieki są no make up, szminka Catrice ale zabij mnie nie wiem jaki nr L(
  • awatar ponurnik: a co to za odcien szminki i cien na powiekach,jesli moge spytac?? :)
  • awatar jinxi0612: normalnie jak nie ty na tej fotce(czytaj.dziwnie) wyglądasz...Ale za to Did jak to Diosław;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Czyli kolejna odsłona egzystencjalnego problemu jakim jest spakowanie się do motocyklowego kufra wielkości mojej kosmetyczki, zabranie ze sobą wszystkiego co niezbędne/potrzebne do życia/absolutnie nie do zastąpienia/kupienia/zdobycia w podróży. Tak, tak... przede mną następny z serii odcinek baby na motocyklu. Ostatni jeśli bierzemy pod uwagę, że na motocyklu małżona, bo kolejny road trip będzie już należał tylko do mnie i mojej bestii. No i do małżona niezastąpionego rzecz jasna również, bo bez niego to już nie to samo. Ale ok; miało być o pakowaniu. Cel jest taki - tydzień na dwóch kółkach, Rumuńska dzicz, górskie serpentyny, zapierające dech w piersiach widoki, miliony zdjęć i banan radości 24h na dobę. Biorąc pod uwagę, że wydarzyć się może absolutnie wszystko; najlepszym rozwiązaniem byłoby posiadanie wyprawki dla antyterrorystów, ale takowego dobra nie posiadam, więc muszę posiłkować się tym co jest pod ręką i tym czego nie, a co należy zakupić. Chyba zapomniałam dodać, że w planach jest również nocowanie pod namiotem gdzieś w totalnym końcu świata, gdzie diabeł mówiący dobranoc,to najmniejszy problem. Będe gotować wodę ze strumienia na palniku gazowym i integrować się z przyrodą. Radocha - level hard. Rok temu było rewelacyjnie, w tym roku nie może być inaczej...




No to jeszcze tylko kupić zapas skarpetek, zdecydować się na jedną (tylko!!!) parę butów, sprawdzić sprzęt foto, zapakować kilogram czosnku (jedziemy na zamek Draculi), przekupić Dida, nie patrzeć na pogodę (po co się denerwować...), wyspać... no i w drogę!



Foto-relacje na bieżąco będe wrzucać na Instagram, więc jak ktoś ciekawy to zapraszam!

http://instagram.com/elizapyciak
  • awatar Indi@n@: aa tak pomymślałam o Tobie jak to zobaczyłam hehe :* https://www.youtube.com/watch?v=f0uhVNL72AA
  • awatar Kucieleczka89: Zazdroszcze takiej przygody :-) :-) :-)
  • awatar słodko-słona: kurde, ależ ja Ci zazdroszczę tych wojaży na dwóch kółkach :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 








______________________________________________________

http://instagram.com/elizapyciak
  • awatar ♡.♥: Ta zlote lancuszki sa zlote czy pozlacane? Ja kupilam pozlacany i juz w pewnych miejscach przebija sie srebro... nie wygllada to dobrze teraz poluje na zloty
  • awatar jinxi0612: ale fajne łańcuszki..coś więcej o nich??
  • awatar NieAnonimowa: @mietowy.dzem: u mnie dziubek, pisz pw! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (48) ›
 

 


Ja już "po"! A wy?


Po długim postoju przy szafach padło na duet od Maybelline:

- Color Sensation shocking coral
- Color Whisper pink possibilities



Pink Possibilities (zdjęcie z brigettaramos.com) to mój absolutny faworyt. Wklejam wam zdjęcie znalezione w google, bo moje nie oddaje tego idealnego odcienia różu, a zdecydowanie ten kolor jest wart uwagi! No i sama Colors Whisper... a może tak wrócić po "coś" jeszcze?

  • awatar miss dominicana: Mam pink possibilities, używam jej często, a w ogóle się nie kończy, strasznie wydajna
  • awatar greene69: Podobają mi się te odcienie zwłaszcza róż :)
  • awatar anula89: a na moich ustach one okropnie wyglądają, w ogóle nie kryją i się zbierają w zagłębieniach :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
I jest absolutnie, bezczelnie i nieodwołalnie - idealnie! To nic, że trzeba było zrzucić szpilki na korzyść płasko-biegaczy, bo stopy zaczynały żyć własnym życiem. To nic, że asfalt płynie, a kierownica w samochodzie gwarantuje odparzenia - pikuś przy tym jak jest i-d-e-a-l-n-i-e! Owszem; z wolnego wyboru wolałabym teraz kręcić kółka bosą stopą w jakimś przyjemnym zbiorniku wodnym, a pupą wygniatać piasek na plaży, ale co się odwlecze to nie uciecze... a uciecha z aury w moim przypadku jest ogromna. Wiem, wiem; istnieją dwa obozy i już nic na to nie poradzimy. Mnie zapiszcie do tych którzy na pot na nosie, gorące chodniki, przyklejone włosy do czoła; nie narzekają. Chociaż tak między Bogiem, a prawdą wczoraj na siłowni troszkę sobie popsioczyłam, bo porwało mnie na ostre tany tany na stepie czego efektem była mokra Polka w wydaniu fit. I nie mam tu na myśli spoconej wersji mnie; pierwszy raz suszyłam całe swoje jestestwo za pomocą wiatraka i ręcznika XXL. Dziś powtórka. Sa sa sa... ale wcześniej opuszczę dach w jezdzidełku i złapię mahoń w drodze powrotnej z pracy - klimatyzacja jest dla mięczaków!


______________________________________________________


Bluzka - lumpeks
Spodnie - Stradivarius (push up,boskie!)
Sandalki - http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=14448011
Torebka - www.etorba.pl
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (24) ›
 

 

Od 12 czerwca do 18 w Drogeriach Natura taka oto szanowna promocja będzie czyhać na nas!


Mnie nie trzeba namawiać, tym bardziej, że mam ostatnio hopla na punkcie różowych ust... więc nowe maziajaki - mile widziane!



Mam nieodpartą ochotę na szminki Maybelline... czy w mojej Naturze stoi jeszcze ich szafa?





Trzeba sprawdzić!!!
  • awatar _ashiaa_: o o o , muszę zerknąć na tę szokującą z Mejbelajn! + jakieś z Catrice bo świetne są:)
  • awatar nadiela: jestem zakochana w tych wszystkich kolorowych pomadkach o tak!! ale przy kuracji izotroteiną moje usta są jak pustynia i szminka im nie wskazana :(
  • awatar beDelicious: shocking coral przeczytałam shocking góral :D omg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›