• Wpisów:3841
  • Średnio co: 19 godzin
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 09:53
  • Licznik odwiedzin:8 525 050 / 3116 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Na początku były dwa kółka. Kółka toczyły się z lekkim szumem po asfalcie, szutrze, piachu i błocie. Wiozły daleko, wiozły wytrwale. Zapewniały ogrom spełnienia, satysfakcji, radości i niezapomnianych momentów... ale jak to w życiu bywa, niezmienne jest niemożliwe; więc i na dwa kółka przyszła kreska. Duża. Przepięknie paskudna, uroczo toporna, zadziornie męska...



Między wszystkimi tymi prawdami, oczywiście jest jeszcze ta o chęci spełnienia jednego z chłopięcych marzeń. No to się spełniło. Pełną gębą chciałoby się powiedzieć! Co ja na to? Od dawna mam oktany we krwi... jedyne co mnie martwiło to jakieś dziwne wyobrażenie, że za czterema kołami ciągnie się nuda, brak szaleństwa czy spontaniczności. Skąd te myśli rodem jak o kempingu? Nie pytajcie mnie. Wiem tylko, że mocno i poważnie się pomyliłam. Na szczęście...



Gdy myślałam, że tylko motocykl jest w stanie być idealnym środkiem do podróżowania i nie ma takiej siły, żeby znalazło się coś co jest w stanie go zamienić - byłam durna. Pospolicie, klasycznie i do dna durna. Wtedy nie wiedziałam co oznacza 4x4. Dobra wróć. Muszę się przyznać co sobie o tym myślałam; pewnie się narażę, ale co mi tam...

Offroad jawił mi się jako totalny bezsens i strata czasu. Banda (zazwyczaj) facetów wykąpana po pachy w błocie, w które wcześniej specjalnie zapakowali swoje wielkie, męskie, sapiące maszyny; tylko po to żeby następnie wykopać/wyharatać/wyciągnąć je z owego bałaganu i... zrobić to ponownie. I tak w kółko. No niech mi ktoś wyjaśni gdzie jest frajda i fun?!



A teraz.. posypuje głowę popiołem, skruche w sercu czuje i wyrzuty sumienia; bo wystarczył jeden raz i otworzyła mi się zamknięta do tej pory w głowie klapka... to jest reeeweeelaacyjne!!! Absolutnie wciągające, uzależniające, zaskakujące, wprawiające w osłupienie. Świat nagle wydaje sie taki ogromny, rzeczy z pozoru niemożliwe; takie błache... radość... ot co. Czysta, niezmącona radość - jak w dzieciństwie...



Jako świeżaki w temacie; na pierwsze koty za płoty obraliśmy ulubioną Rumunią, północ, region Maramuresz. Takie było założenie; bo co normą jest okazało się, że poniosło nas w diabły dużo dalej. Wszak apetyt rośnie w miare jedzenia. Pierwszy ogromny fun - mogę się spakować do woli! Ha!



Nie musze zakładać na siebie kilogramów wszystkiego, łącznie z kaskiem. Mogę spać w drodze "do", mogę jeść. Mogę robić setki milionów zdjęć, selfie, dłubać w internecie. Mogę jechać w trampkach! Juhu!



Normalnie jak rzymski cesarz na lektyce! Wolność, radocha, muzyka w głośnikach... i widoki... to jest TO. Wystarczy zjechać w przysłowiową pierwszą w prawo z asfaltu, a świat się otwiera. Trzeba też przy tej okazji otworzyć głowę i zrozumieć, że DA SIĘ wjechać tu i tam, i tam również, chociaż głowa zaprzecza na sam widok. Długo zajęło nam zrozumienie, że już nie siedzimy na motocyklu. I że naprawde można pokonać tą górę, to bagno.... itd, itd.



Trip odbył się w październiku i teraz; po tym listopadowym z którego niedawno wróciłam - wiem, że był przedszkolnym spacerkiem na lajcie. Dlatego nie będe zagłębiać się w opisy, bo musiałabym koloryzować i naginać rzeczywistość żeby ładnie tutaj wypadła, a po co to robić? tak czy siak wspomnienia z owego tripa oglądnąć zawsze można; dlatego zapraszam do zapoznania się z krótką po-wyjazdową produkcją, moimi głupimi minami, widokami za milion dolców a to wszystko a akompaniamencie fajnej muzyczki :


Dla miłośników wspomnieć zatrzymanych w ruchu polecam całą galerię z trasy, na profilu FB Krzysztof Toboła Photography :

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.835282316502745.1073741848.139920929372224&;type=3

____________________________________________________

Natomiast nie odmówię sobie opisania wam wrażeń z listopadowego OFFa! Było tak cudownie i tak hardkorowo jak tylko się dało!





Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (35) ›
 

 
Jednym z miejsc w których udało się być, nie będąc tutaj był prawy fotel mojego pięknego w swej prostocie, brzydocie i zdolności pokonywania wszystkiego - czterokołowca terenowego, zwanego przez obytych w temacie - parchem.

Proszę Państwa oto on...



A to radość jaką wywołuje...



Nawet samym faktem przebywania w nim...



Nie wspominając o tym, gdzie potrafi zawieźć...



A potrafi...






To co? Skrobiemy gdzie zawiózł, na jak długo, co przy okazji udało się zobaczyć?

  • awatar Yoasiczka: świetny filmik ;) oczywiście zdjęcia też są super
  • awatar sylciam: Kobieto, jakże ja się cieszę, że znów Cię widzę. :-)
  • awatar 147896325: a spróbowałaś w końcu tej wspinaczki? kiedyś coś wspominałaś. pozdr:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (32) ›
 

 
Uczucie mam jakbym wyspała się snem zimowym niedźwiedzia brunatnego; czekaj wróć... polarnego? Nie, nie... te to chyba takie leniwe nie są. Mniejsza z tym - powiew świeżości w głowie, głęboki oddech zaczerpnięty w podróżach, nowa energia, nowe chęci. Wiecie co? Znowu mi się chce...



Tylko czy jest tu ktoś jeszcze kto będzie chciał zaczepić okiem o moje wypociny... no nie przekonam się jeśli nie sprawdze.

Helou ekipa!
  • awatar ponurnik: Jest jest! Tez po dluzszej nieobecnosci ;)
  • awatar netka2406: :*
  • awatar forbiddenparadise: szkoda że zniknęłaś na tak długo bez choćby jednego słowa, to trochę brak szacunku..No ale cieszę się że jesteś bo kiedyś codziennie lub nawet kilka razy na dzień odwiedzałam Twojego bloga :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (49) ›
 

 
Skrótowo, fotograficznie, ku pamięci... bo w takim tempie jak mija mi ostatnio życie to mam wrażenie, że dni skleiły się w jakiś dziwne nowo-stwory czyli; "znowu poniedziałek-jak to już środa", "dopiero był poniedziałek, jak to już kończy się niedziela". Szkoda, że to tak wszystko goni do przodu, bo człowiek nawet gdyby chciał zwolnić to nie ma jak, bo to wszystko w około tak się kręci, nęci i nakręca i nawet gdy próbuje powiedzieć "STOP" to rzeczywistość mnie tyka w ramię i popędza. I z tego wszystkiego właśnie mamy dziś czwartek, a nim się obejrzę to obudze się wieczorem w niedziele znowu nie mogąc zrozumieć "jak to się stało i dlaczego znowu się nie udało zrobić tego co się planowało"...

  • awatar urodowapasjonatka: smutno bez Ciebie :(
  • awatar czina: A ja mam nadzieję że kiedyś wrócisz do pisania i nie muszą być to codzienne notatki :). Nie jestem maniaczką która zaglądała tu w każdy dzień ale lubiłam oglądać Twoje stylizacje i czytać recenzje kosmetyków. Pozdrawiam
  • awatar ioasia86: Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko ok i zwyczajnie łapiesz oddech :) buziaki!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (30) ›
 

 
Nie nacieszyłam się latem, ledwo liznęłam opalenizny, gofrów, lodów i całego tego kramu a już trzeba targać z szafy swetrzycha. No ok, może dzisiaj to swetry to tak niekoniecznie... ale jak wpada w oko cudna, wymarzona i na dodatek granatowa bluza to co robimy? Kupujemy! W tym miejscu powinna nastąpić jej prezentacja, ale jak widzę po trzech nieudanych podejściach do załadowania zdjęcia - pinger ma po raz 875459-ty problem sam ze sobą. Czyli się tu nic nie zmieniło. Dalszy sens wypocin staje pod znakiem zapytania, bo jak zapytać was o jesienne botki, kurtki, czapki, kapelusze i inne mało istotne życiowo rzeczy bez ich upublicznienia? Kiepsko to widzę, a raczej nic nie widzę, wy też tak macie?



Hmmm... i cały mój plan tasiemca o wszystkim i o niczym spalił na panewce. Smuteczek... nie zostało mi nic innego jak poczytać wasze tasiemce!

  • awatar NoMat.: Dla mnie też lato bardzo szybko zleciało więc stwierdziłam że je przedłużę ---> Tunezja :D POLECAM ;)
  • awatar MidnightSun: Problemy z pinger też mam, ale da się je obejść. Na pinger dodawać zdjęcia można przez 2 opcje: Wstaw zdjęcie » i Dodaj plik » Z tą pierwszą jest problem :/ za to używając polecenia *Dodaj plik* wszystko działa, ale można dodać tylko 10 zdjęć, a jeśli chcesz mieć opis bezpośrednio nad zdjęciem, to po załadowaniu obrazka możesz go dodać, a nie tak jak było wcześniej w okienku wpisu.
  • awatar AniaNails :): @NieAnonimowa KosmetoHoliczka: ooj :d w 4 dni w Chorwacji można się opalić :D ale i tak zazdroszczę Ci tych 4 dni :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Czyli po porannym "poproszę kości do gry" (pracuje w sklepie z biżuterią), przyszedł czas na "są woreczki z ORGAZMY?!"...

Ahoj nowy tygodniu!

Co jeszcze dla mnie masz?

  • awatar --frustratka --: "Ładuj Wieśka od tyłu, bo już się rozpiął i czeka"- Zasłyszane na magazynie browarów lubelskich
  • awatar Samanthi1: Poproszę spodnie "dzimsowe" i "lakry" (pracuje w sklepie z odzieżą dziecięcą) Luuuudzie :D
  • awatar szpuleczka40: Poproszę prezerwatywy z "duralexu"- (pracuje w aptece) jak to pierwszy raz usłyszałam to myślałam że zjade pod stół.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
Na samym początku był urlop...



A później zapanował chaos. O czym ja tu dukam? O początku przerwy, nie-bycia, wylogowania się z blogosfery, nazwijcie jak chcecie - drugiego dna nie ma. Oburzonych poproszę o dwa głębokie wdechy, zmartwionych całuje w czółko, stęsknionych tulę wirtualnie, a ukontentowanych moim rozpłynięciem się we mgle muszę zmartwić - już otrzepałam się z nadmiaru wszystkiego co skutecznie odciągało mnie od blogowego życia, a co było znacznie od niego ważniejze; więc wracam, a że przerwa była solidna, to i zdążyłam odetchnąć głęboko i nabrać dystansu do wielu spraw... kolor włosów zdążyłam też np. zmienić, ale bycie po ciemnej stronie mocy nie wyszło mi na dobre, więc od kilku dni znowu jestem blondynką. Na razie jeszcze złotowłosą, ale chyba nigdy nie cieszyłam się tak z jasności na łebku jak teraz. Z wypróbowywania nowych życiowych gruntów o których mogę tu pisać bez obaw; to udało mi się w końcu przekuć w czyny moje fotograficzne zapędy i zaliczyć pierwszy ślub po drugiej stronie aparatu...



Własnego. Więc jeśli ma ktoś w planach "TAK" przed ołtarzem to już teraz polecam się na przyszłość jako osobisty paparazzo. Coś więcej? Były podróże małe i duże...









Weekendowe wypady z aparatem pod pachą...





Moto latanie...



Didkowanie ofkors też...



Pomiędzy tym smutki, radości, praca, chwile wytchnienia, natłok spraw, kumulacja życiowych zakrętów, tuzin pomysłów na minutę, setki kaw, znowu praca, znowu kawa, za dużo deszczu, za mało słońca...co ja wam tu będe opowiadać o tym co każdy z nas zna. Samo życie co wg. Rysia R. jest nowelą... a ja tak sobie myślę, że tylko my mamy na to wpływ czy przyjazną czy wrogą.

Tytułem wstępu, to by było na tyle. Zostawiam was z mottem na dzisiejszy dzień, lecę po kolejną kawę no i co? Trzeba nadrabiać i odrabiać zaległości blogowe!



 

 
Kępki Inter Vion - mrau!



Solidne uzupełnianie książkowych braków... www.znak.com.pl i ich promo rządzi!



Tyle, że z moim tempem czytania nie wystarczy tego uzupełniania na długo...



Ukochana marynarka - http://www.6ks.com/floral-printing-one-button-plain-blazer_d11432.html w duecie z piżamowcami! Jakby ktoś chciał taką zasłonkową marynarkę, to będe mieć kilka sztuk taniej... się zareklamowałam, ho ho!



Zatruwanie życia Didkowi - zawsze spoko!



No i najlepszy zakup ostatnich miesięcy; idealne jeansy czyli niemożliwe stało się ciałem, tzn. spodniami bez wad!

Jeansy - http://www.6ks.com/low-waistline-five-pockets-elastic-jeans-pants_d12186.html



To taki blogersko-mikserski ekspress piątkowy... buziak!




  • awatar obserwacje: Wpadłam napisać, że tęsknie, a tu takie cuda w komentarzach! :D brak szacunku?! Lol.. śmieszne podejście, bo nie przypominam sobie żeby Eliza podpisywała z Wami jakąś umowę :D
  • awatar PauliOkiem: Jej, jaka dyskusja...Ja przez takie osoby, które przesadnie naciskają na pisanie postów opuściłam Bloggera. Myślałam, że na Pingu pisze się kiedy się chce, a jednak...Jakaś presja się pojawia i po pewnym czasie po prostu wręcz nie chce się wracać. Dziwi mnie postawa pewnych osób, polegająca na tym, że kiedy ktoś tam skomentował, zalajkował, jeszcze od Elizy zegarek kupił, a teraz oczekuje dodawania regularnie postów w dowód wdzięczności. Nie na tym polega fun w pisaniu bloga i czytaniu innych blogów!
  • awatar mandrzejczuk: @Myszaksz:Gdyby nie miala wiernych czytelnikow, to nic by w sferze blogowej nie osiagnela, bo nikt by tu nie zagladal, licznik odwiedzin by nie bił, wiec i nie byloby propozycji mareketingowych i innych tym podobnych akcji...a z szacunku do odbiorcow swych codziennych wypiocin moglaby poinformowac, ze chociaz zyje to wrzawa by opadła...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (103) ›
 

 


Dostępność - HEBE; ja kupiłam na promocji w Biedronce.
Cena - regularna cena ok. 20 zł.
______________________________________________________

Czekałam z tą recenzją specjalnie, aby minęło te obiecywane przez producenta 14 dni; w których to miała nastąpić przemiana stóp. Dziś właśnie mijają dwa tygodnie i pędze do was z moimi odczuciami zamkniętymi w tej recenzji...

Od czego pasuje zacząć? Może od subiektywnej oceny stanu moich stóp "przed"? Nie było źle, ale nie było też idealnie. Jakieś odciski które regularnie fundują mi motocyklowe buty, wiadome zgrubienia w okolicach pięt i dużego palca. Bez dramatów, ale zdecydowanie należało się im się odświeżenie. Nie widziałam sensu w robieniu im zdjęć, bo każdy swoje stopy ma i mniej więcej wie jak wyglądają; zaoszczędze też tym bardziej wrażliwym estetycznie tego typu widoków.

Druga sprawa; moje nastawienie do produktu. Naoglądałam się zdjęć w google, naczytałam recenzji i opinii i oczyma wyobraźni widziałam te płachty skóry których się pozbęde, to całe widowisko złuszczania, gubienia skóry i "przerażających" pęknięć odsłaniających różową, miękką, prawie, że dziecięcą skórę. Nie mogłam się doczekać...

Co z tego wyszło?
______________________________________________________


Dzień pierwszy
________________

Wysiedziałam się w foliowych skarpetkach dokładnie 70 minut. Producent zaleca maksymalny czas "zabegu" na 90 minut, więc znudzona siedzeniem w miejscu stwierdziłam, że już wystarczy i te dodatkowe 20 minut nie zrobią różnicy. Później wrócę do tego aspektu - bo możliwe, że zabrakło tych 20 minut. Samo siedzenie w foliówkach - bez efektów specjalnych. Uczucie przyjemnego chłodu, bez szczypania czy pieczenia. Po zdjęciu folii i umyciu stóp pierwsze co zobaczyłam to "zeżarty" lakier do paznokci, a drugie - zmarszczone, staruszkowe stopy. Po upływie około dwóch godzin stopy zaczęły "oddawać ciepło". To dokładnie to samo uczucie gdy w bardzo mroźny zimowy dzień po długim pobycie na mrozie wchodzimy do rozgrzanego pomieszczenia, a nasze dłonie i najczęściej twarz - "płonie". Nie zaliczam tego uczucia do nieprzyjemnych, ale musze je tu odnotować. Oprócz tego - nie wydarzyło się nic więcej.

Dzień drugi do szóstego
__________________________

Skóra na stopach bardzo się błyszczała, wyglądała na maksymalnie napiętą, była gładka - w początkowej fazie. Przy 3/4 dni w dotyku można było wyczuć, że robi się sucha, ale nic poza tym. Nie stosowałam w tym czasie kremów/peelingów do stóp. Nie chciałam niczego przyśpieszać bądź odwrotnie - przyśpieszać.

Dzień szósty
___________________________

O fakcie, że "coś powinno się już dziać" przypominaliście mi swoimi pytaniami o to. Nie działo się NIC. Żadnych pęcherzyków, żadnych zadziorków, nic nic absolutna cisza. Wieczorem zabrałam do wanny nową książkę, ciut się zaczytałam no i rozmokłam w kąpieli. Po wyjściu przez ułamek sekundy miałam w oczach przerażenie na widok swoich stóp - jakbym je ukradła jakiemuś topielcowi. Dopiero wtedy dotarło do mnie - "oho zaczęło się". Skóra jakby "podpowietrzyła się" czego ostatnim etapem miało być złuszczenie. No w końcu!

Dzień siódmy do dziesiątego
_____________________________

Rozmoknięty naskórek obiecywał solidne złuszczanie się, niestety po wyschnięciu proces ten był znikomy i w niczym nie przypominał tego co widziałam na zdjęciach z innych recenzji. Złuszczanie trwało 3 dni. Skóra nie odchodziła płatami, nie pękała. Najmocniej i najgrubiej zeszła w okolicach palców. Najsłabiej z pięt. Mogłam śmiało ubierać sandałki, gdyż złuszczanie objęło tylko podeszwy stóp i było naprawde delikatne. Naskórek łuszczył się bardzo drobniutko. Na noc profilaktycznie zakładałam skarpetki, ale nie było to konieczne.

Dla zaintresowanych wklejam linki do konkretnych, jak dla mnie ekstremalnych efektów użycia skarpet PureDerm :

http://3.bp.blogspot.com/-JEX1WSs5qCo/U7vJoGct47I/AAAAAAAAEvs/__fhhrmXKd8/s1600/puredermpotygodniu.jpg

http://3.bp.blogspot.com/-zpnBbBQcTIg/UsGhbks4zgI/AAAAAAAABTo/aFNbfUGXnP8/s1600/IMG_8567.JPG

http://2.bp.blogspot.com/-TLzs4wBQEoM/UsGhD8GvkKI/AAAAAAAABTQ/yacRsVi6hak/s1600/IMG_8575.JPG

Dzień dziesiąty do czternastego
__________________________________

Nic więcej się nie wydarzyło. Drobne pozostałości zrzucania naskórka usunęłam peelingiem do stóp i to by było wszystko. Stopy zrobiły się gładsze - to na pewno. Poprawił się ich wygląd. Zniknęły nagniotki od butów. Skóra zrobiła się jaśniejsza. Najsłabszy efekt był w okolicach pięt. i teraz tak; albo oczekiwałam za dużo, a moje stopy wcale nie były w takim stanie żeby uzyskać ekstremalną przemianę. Albo za krótko trzymałam skarpetki, ewentualnie produkt był już lekko "przeterminowany" - z takimi opiniami też spotkałam się przeczesując google.



Tak czy siak; efekt i tak jest zadowalający. Po tym co widzę u siebie śmiało mogę napisać, że im bardziej umęczone, "zaniedbane" stopy tym paradoksalnie lepiej i efekt będzie wtedy zdumiewający. Produkt zdecydowanie do kupienia i przetestowania dla każdego - taka forma pedicure jest nie dość, że banalna w użyciu to na dodatek tania i dająca szybkie efekty. Czy trwałe? Okaże się. Tyle, że za jakieś dwa tygodnie powtórzę zabieg żeby upewnić się czy to co uzyskałam jest maksymalne dla moich stóp. Nawet jeśli nie uzyskam niczego więcej to i tak wolę taki rodzaj złuszczania od innych pozostałych, domowych możliwości pielęgnacji stóp!

Polecam!
  • awatar hator30: a mnie mega mocno złuszczyło naskorek na stopach..
  • awatar kaja1504: najlepszy na stopy jest kwas mlekowy.ogolnie kwasy to dla mnie 8 cud swiata od kad je odkrylam.
  • awatar ZwariowanaAli: super blog, a tak przy okazji wchodżcie na mojego bloga http://zwariowanaali.pinger.pl
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (42) ›
 

 
Wakacyjny czas nie służy efektywnej pracy. Raz, że nie ma z kim bo obserwując otoczenie i ulice mego miasta mam wrażenie, że hurtowo wywieźli wszystkich w (zgodnie z przekonaniami) góry/na Mazury/na plażę/w egzotyczne rejony. Dwa; zapomnieli o mnie! Kwitnę więc sobie oczekując na swoją kolej i próbuję wykrzesać z siebie coś... cokolwiek! Myśli błądzą w rejonach aktualnie bardziej odległych niż droga mleczna, a to z kolei powoduje mój ogólny rozlazły stan świadomości i bytu. Żeby doprowadzić się do stan używalności - sięgam ostatnio po zakazane puszki z tauryną, kofeiną i całym tym ohydnym tałatajstwem... no i po wszystko co wpadnie akurat w oko w spożywczaku. Dziś wpadły krokiety. Szkoda tylko, że jeden z nich postanowił sobie umrzeć czego efektem było to, że zostałam obdarowana przez panią sklepową - zdechłym krokietem prosto z lodówki. Zastanawiam się teraz czy mam go jej oddać czy przełknąć zniewagę; nie nie krokieta, aż tak odważna nie jestem! Nie mam zbyt dużo czasu do namysłu gdyż obywatel krokiet zaczyna wydzielać nieprzyjemny zapach. Wiecie; nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że w krótkim odstępie czasu zaliczyłam kolegę pączka z terminem na bidę 2 dniowym na karku i zapiekankę która miała być prosto z pieca, a można było nią popełnić mord ze względu na jej żelazną twardość. Chyba mi źle z oczu patrzy... a skoro już przy patrzałkach jesteśmy to czy książkowe mole widziały już promocyjną ofertę w Znaku? Zazwyczaj kasuje od razu mailing od nich, bo jakoś tak nauczyli mnie, że rabaty dają ogromne, ale nieszczególnie mają na co. Dziś mają i z tego właśnie powodu zrobiłam sobie dobrze nowymi tomiskami, m.in. seria Mendozy czy "Trupia Farma". To ostatnie to żaden krwawy horror, a podobno bardzo wciągająca i intrygująca pozycja książkowa opisująca pracę antropologów sądowych z Knoxville w USA, gdzie znajduje się teren na którym to owa farma istnieje i gdzie panowie naukowcy na różne sposoby uzyskują doświadczenie w pracy z ludzkimi szczątkami. To tak delikatnie opisane - zaciekawionych odsyłam do google. Nie będe wam w porze obiadowej przytaczać opisów; już wystarczy, że poklikałam o zdechłym krokiecie...


Jak dobrze mieć miejsce gdzie można sobie spożytkować kilkanaście minut na wybzdurzenie się do dna. Tego mi było trzeba. Czasami lubię i czuję obezwładniającą ku temu potrzebę. Niektórzy używają do tego fejsa; to tak z obserwacji. Ewentualnie wrzucają w sieć prysznicowe występy wokalne, więc moje marudzenie jest takim tycim pikusiem.

A jak już tak marudzę - to podrzuci ktoś jakiś dobry przepis na ciasto z wiśniami?

  • awatar ♥BlackOrchid♥: :) kurde tez bym s0obie chetnie przysiadła i cos poczytala ehhh
  • awatar vanilina: Piekna z ciastem to uderzaj do Madam_Sate. Kaska mnie niczym co prawda nie czestowala, jeszcze  :P ale te jej wyroby na zdjeciach to do polizania :D
  • awatar Noonah: @NieAnonimowa KosmetoHoliczka: ten "Sztywniak" to może być coś ciekawego :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Kolory ziemi, niespodziankowe buciszcza od Paulinki www.nadiela.pinger.pl, odkurzona w związku z nimi mało pojemnościowa koleżanka listonoszka w wersji mini, ukochane w tym sezonie szorty... i najchętniej to bym polazła na spacer, ale ani aura ani sposobności dnia aktualnego na to nie pozwalają...



Koszula - Zara
Spodenki - H&M
Sandałki - Goodin
Torebka - MartOfChina
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
Moje kadry z minionego tygodnia... uwielbiam robić przypadkowe fotki, zapisywać wybrane kadry ,a później do nich wracać...





















Jakby co to regularnie się udzielam też na IG... http://instagram.com/elizapyciak


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (38) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 

Tiulówkę już mam...


I na dodatek dzięki tym zdjęciom w końcu jakiś pomysł na nią...


Urody ani włosów nie skopiuje, ale reszte... chociaż sobię pomarzę i poszukam w google...



A wszystko to w ramach zatruwania wam życia problemami z dooopy które jednak warto mieć, bo dają oddech i odciągają chociaż na chwilę... No i jeśli dotyczą ciuchów to tym bardziej są mile widziane! Czyli projekt "tully" w akcji i to nic, że jej jeszcze nawet nie zmierzyłam...

  • awatar NieAnonimowa: @saszkin: wygooglowane, nie wiem skad :( ps. to chyba, ale CHYBA Louboutin.
  • awatar saszkin: a skad te pierwsze buciki?? bo właśnie szukam złote szpilki
  • awatar Ewelajna blog: już sobie Ciebie wyobrażam w tej tiulówce :D - bedzie boooosko! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (27) ›
 

 
...naprawdę fajny ten poniedziałek!





Będą przymiarki, będzie się działo!
______________________________________________________

Wpisy krótkie i nic nie wnoszące sponsoruje mocny poniedziałek, który tak czy siak jest fajny - to już ustaliliśmy; przy okazji fajności jeszcze mamy odrobinę zajętości, ale dobrze się tak na chwilkę oderwać i pobzdurzyć...
  • awatar luiza.blog: Mam pytanko? A czy nie będzie przez nią przeswitywala bielizna. Bo na zdjeciu w sklepie online wydaje mi sie ze cos widac... :-)
  • awatar JudytaEm: musisz sie w niej pokazac!!!! i to szybko!!!
  • awatar Zołza ^^: Czekam na zdjecia..xd szukam czegos na weselicho i moze to jest wlasnie to xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Ty pomożesz komuś, ktoś pomoże Tobie kiedy Ty tego będziesz potrzebować, bo dobro wraca, więc weź człowieku pomóż Poli uratować jej serduszko!

https://www.facebook.com/serduszko.poli

Jak?

Już tłumaczę!


Alicja http://pani-grafik-prv.pinger.pl/ robi coś o czym warto pisać, trąbić, podawać dalej!

Z własnej inicjatywy rozpoczęła akcje Przypinkowe LOVE dla Poli; osiągneła już dużo, ale moc Pingera jest większa i wierze, że możemy pokazać na ile nas stać!


Tak o akcji pisze Alicja :

PrzypinkoveLove to projekt od mam dla mam. To przypinki, które nadadzą wyjątkowy charakter Twojemu wózkowi (i nie tylko).
Wykonuję je metodą decoupage na drewnianych kółkach o średnicy 60mm, powlekam wieloma warstwami nietoksycznego lakieru, przypięcie jest klasyczne (broszkowe).

Całkowity dochód wesprze zbiórkę na operację małej Poli.

Cena:
1 szt. - 12 zł/szt.
2 szt. - 11 zł/szt.
3 szt. i więcej - 10 zł/szt.

Przesyłka 3 zł.
Termin realizacji 7-10 dni roboczych.



Dołączysz się? Ja tak, chociaż mamą nie jestem, ale przypinka jest rewelacyjnym i niebanalnym pomysłem na prezent... albo na przyozdobiene motocykla! To też przecież wózek... tyle, że inny...



Zrób prezent sobie/komuś i na dodatek Poli!


Zamówienia (na fb znajdują się też informacje techniczne o przypinkach i projektach) składamy tutaj : https://www.facebook.com/Alli.Su.Sutasz

Jeśli nie masz Fb to tutaj :

projekty_graficzne@wp.pl

A jeśli masz Pimgera to Alicji wygodnie będzie przez PW :

http://pani-grafik-prv.pinger.pl/


Informacja o akcji : http://www.siepomaga.pl/r/przypinkovelove
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Weekend stał pod znakiem słońca, opalania i kocykowania na działce w towarzystwie kradzionego kota i dobrej książki...








Aż dzisiaj chce się wracać do bytu normalnego - czyli pracowniczego.

Dzień dobrość!

 

 
MUSIAŁAM zobaczyć ją na żywo...


...a gdy już zobaczyłam to zdziwiłam sie poczwórnie...

Jest w moim Mohito!

Kolor zdecydowanie lepszy niż na zdjęciu!

Pełna rozmiarówka!

Na wyprzedaży kosztuje 79,90 zł!

No i weź tu nie kup...


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (43) ›
 

 
Leniuchowanie...


Pichcenie...


Didkowanie...


I znowu pichcenie...


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 



O Batiste czy micelu nie trzeba już pisać, bo wszystko co się da - zostało juz napisane... ale złuszczające skarpetki Purederm, Botanical Choice to nowość (w Biedronce, bo w HEBE jest stale dostępny) i aktualna propozycja z drugiej odsłony gazetki "lato w kosmetyczce"...


Biedra trafiła niczym Niemcy w bramkę Brazylii; miałam kupować do testowania skarpetki Holika Holika na allegro, a tu proszę takie zaskoczenie!


Preparat ten to dwie foliowe torebki wyprofilowane w kształt skarpet. Są wyścielone miękkim materiałem który to z kolei jest nasączony ekstraktami roślinnymi które mają za zadanie złuszczyć naskórek na stopach...


Pisząc "złuszczyć" mam na myśli to, że efekt przejściowy będzie mało wyjściowy i przyjemny dla oka - jestem na to gotowa! Ale efekt finalny jest podobno wart zrzucania skóry niczym wąż...


Skarpetki nałozylam wczoraj; wytrzymalam w nich dokladnie 70 min; na opakowaniu mamy zalecenie o czasie minimum 60 minut, maksimum 90 minut. Oczywiscie jesli podczas uzywania poczujemy pieczenie, ból - natychmiast usuwamy skarpetki i myjemy skórę!

Podczas stosowania nie czułam pieczenia, swędzenia, niczego nieprzyjemnego. Tylko efekt chłodzenia stóp. Nie polecam chodzić w tych foliówkach - owszem da się, ale można rozerwać skarpetkę. Oczywiście pod koniec to wlasnie zrobilam - norma.

Po ściągnięciu cudaków i umyciu stóp jedyny wizualny efekt to stopy staruszki - pomarszczone i takie "dziwne". Mocno odmoczone. Po godzinie stopy zaczęły oddawać ciepło - nie było to nieprzyjemne. Poza tym efektów ubocznych brak.

Dzisiaj, dzień po - skóra na stopach błyszczy się, jest lekko przesuszona - czyli wszystko idzie w dobrym kierunku. Jutro powinny pokazać się pierwsze babęlki, a pojutrze powinnam zrzucać naskórek... naoglądałam się w google jak to wygląda i zaczynam się bać.. hihi..

I jakkolwiek to brzmi i wygląda - wg. wielu jest to najlepszy sposób na pedicure! Podobno efekt baby foot - murowany!

No to czekam... aaa i jeszcze jedno; nie stosujcie jeśli dopiero co pieknie pomalowałyscie pazurki u stóp - lakier złazi natychmiast w całości!

  • awatar Tańka: Eliza napędzasz polską gospodarkę! Co polecisz, ja zaraz szybko kupuję :) Właśnie jestem po. A jak u Ciebie teraz stopy wyglądają po tych kilku dniach?
  • awatar miss dominicana: Używałam tych skarpetek i owszem są fajne, ale skóra rośnie później dużo szybciej niż normalnie i aktualnie znowu męczę się z twardymi piętami :(
  • awatar magicblueeyes: Kupiłam je wczoraj i... czekam na efekty :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (40) ›
 

 
Dałyście mi do myślenia w temacie ślubno-weselnego looku; ho ho... można na was liczyc, bez dwóch zdań! Zostałam zasypana propozycjami, możliwościami, pomysłami - niech wam Bóg w czekoladzie i szpilkach wynagrodzi!



Wszystko oglądnełam, porównałam i co? I nadal czarna dziura! Nic nie wskóram jeśli nie przymierzę wariantów które mnie kuszą, aczkolwiek są jak dla mnie wyzwaniem - wiem, wiem to może śmieszyć, ale co poradze, że klasyczna jestem do bólu?

Co do klasyki - wczoraj przypadkiem wpadłam do sklepu Ryłko (www.rylko-fashion.pl) i hmmm... dlaczego nikt mi nie powiedział, że mają takie zacne kiecki? Tylko, że znowu to co było "moje" było białe.. grr...


Dlatego też padło na razie na brzoskwiniowy kombinezon :

http://www.mosquito-sklep.pl/pl/nowoci/1057-gorsetowy-kombinezon.html


I różową tiulówkę :

http://www.mosquito-sklep.pl/pl/spdnice/1315-tiulowa-spodnica.html


Chętnie widziałabym u siebie również te szpilki :


Ale akurat butów to mi nie brakuje, a na kolejne aktualnie nie ma miejsce - żadne z moich szpilek nie kwapią się robić miejsce nówkom... zazdrosne jak to baby!

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (28) ›